lektory on-line

Krzyżacy - Strona 15

Po czym zapadło milczenie, gdyż wszyscy jeść poczęli. Zbyszko odkrawał co nąjtłustsze
kawałki kiełbasy i podawał je Danusi albo jej wprost do ust je wkładał, ona zaś rada, że
jej tak strojny rycerz służy, jadła z wypchanymi policzkami, mrugając oczkami i
uśmiechając się to do niego, to do księżnej.
Po wyprzątnięciu mis słudzy klasztorni poczęli nalewać wino słodkie i pachnące - mężom
obficie, paniom po trochu, lecz rycerskość Zbyszkowa okazała się szczególnie wówczas, gdy
wniesiono pełne garncówki przysłanych z klasztoru orzechów. Były tam laskowe i rzadkie
podówczas, bo z daleka sprowadzane, włoskie, na które też rzucili się biesiadnicy z
wielką ochotą, tak że po chwili w całej izbie słychać było tylko trzask skorup kruszonych
w szczękach. Lecz na próżno by kto mniemał, że Zbyszko myślał tylko o sobie, albowiem
wolał on pokazywać i księżnie, i Danusi swoją rycerską siłę i wstrzemięźliwość niż
łapczywością na rzadkie przysmaki poniżyć się w ich oczach. Jakoż, nabierając co chwila
pełną garść orzechów, czy to laskowych, czy włoskich, nie wkładał ich między zęby, jak
czynili inni, ale zaciskał swe żelazne palce, kruszył je, a potem podawał Danusi wybrane
spośród skorup ziarna. Wymyślił nawet dla niej i zabawę, albowiem po wybraniu ziarn
zbliżał do ust pięść i wydmuchiwał nagle swym potężnym tchem skorupy aż pod pułap.
Danusia śmiała się tak, że aż księżna z obawy, że się dziewczyna udławi, musiała mu
nakazać, by tej zabawy zaniechał, widząc jednak uradowanie dziewczyny, spytała:
- A co, Danuśka? dobrze mieć swego rycerza?
- Oj! dobrze! - odpowiedziała dziewczyna.
A potem, wyciągnąwszy swój różowy paluszek, dotknęła nim białej jedwabnej jaki Zbyszkowej
i cofając go natychmiast, zapytała:
- A jutro też będzie mój?
-1 jutro, i w niedzielę, i aż do śmierci - odparł Zbyszko. Wieczerza przeciągnęła się,
gdyż po orzechach podano słodkie placki pełne rodzynków. Niektórym z dworzan chciało się
tańcować; inni chcieli słuchać śpiewania rybałtów lub Danusi; ale Danusi pod koniec
poczęły się oczka kleić, a główka chwiać w obie strony; raz i drugi spojrzała jeszcze na
księżnę, potem na Zbyszka, raz jeszcze przetarła piąstkami powieki - i zaraz potem,
oparłszy się z wielką ufnością o ramię rycerzyka - usnęła.
- Śpi? - zapytała księżna. - Ot, masz swoją "damę".
- Milsza mi ona we śnie niżeli inna w tańcu - odrzekł Zbyszko, siedząc prosto i
nieruchomie, by dziewczyny nie zbudzić.
Ale jej nie zbudziło nawet granie i śpiewy rybałtów. Inni też przytupywali muzyce, inni
brząkali do wtóru misami, lecz im gwar był większy, tym ona spała lepiej, z otwartymi jak
rybka ustami.
Zbudziła się dopiero, gdy na odgłos piania kurów i dzwonów kościelnych wszyscy ruszyli
się z ław, wołając:
-Na jutrznię! na jutrznię!
- Pójdziem piechotą, na chwałę Bogu - rzekła księżna. I wziąwszy za rękę rozbudzoną
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional