lektory on-line

Faraon - Strona 241

Następnie naczelny wódz wyprawił szpiegów naprzeciw zbliżającym się Libijczykom, aby
zbadać ich liczbę i porządek, szpiegowie niebawem wrócili przynosząc dokładne wskazówki
co do miejsca pobytu, a bardzo przesadzone co do liczby nieprzyjaciół. Mylnie też
twierdzili, choć z wielką pewnością siebie, że na czele band libijskich idzie sam
Musawasa w towarzystwie swego syna Tehenny.
Książę-wódz aż zarumienił się z radości na myśl, że w pierwszej wojnie będzie miał tak
doświadczonego przeciwnika jak Musawasa.
Przeceniał więc niebezpieczeństwo starcia i podwajał ostrożność. Aby zaś mieć wszelkie
szanse za sobą, uciekł się jeszcze do podstępu. Posłał naprzeciw Libijczykom ludzi
zaufanych, kazał im udawać zbiegów, wejść do nieprzyjacielskiego obozu i - odciągnąć od
Musawasy jego największą siłę: wypędzonych żołnierzy libijskich.
- Powiedzcie im - mówił Ramzes do swych agentów -powiedzcie im, że mam topory dla
zuchwałych, a miłosierdzie dla pokornych. Jeżeli w nadchodzącej bitwie rzucą broń i
opuszczą Musawasę, przyjmę ich na powrót do wojsk jego świątobliwości i każę wypłacić
żołd zaległy, jak gdyby nigdy nie wychodzili ze służby.
Patrokles i inni jenerałowie uznali środek ten za bardzo roztropny; kapłani milczeli, a
Mentezufis wysłał depeszę do Herhora i w ciągu doby otrzymał odpowiedź.
Okolica Sodowych Jezior była to dolina mająca kilkadziesiąt kilometrów długości,
zamknięta między dwoma pasmami wzgórz biegnących od południowego wschodu ku północnemu
zachodowi. Największa jej szerokość nie przechodziła dziesięciu kilometrów; były zaś
miejsca znakomicie węższe, prawie wąwozy.
Na całej długości doliny ciągnęły się, jedno za drugim, z dziesięć jezior bagnistych
napełnionych wodą gorzkosłoną. Rosły tu nędzne krzaki i zioła, ciągle zasypywane
piaskiem, ciągle więdnące, których żadne zwierzę nie chciało wziąć do pyska. Po obu
stronach sterczały poszarpane wzgórza wapienne lub ogromne piaszczyste zaspy, w których
można było utonąć.
Cały krajobraz o barwach żółtych i białych miał charakter strasznej martwoty, którą
potęgowało gorąco i cisza. Źaden ptak nie odzywał się tutaj, a jeżeli kiedy rozległ się
jaki szelest, to chyba staczającego się kamienia.
Mniej więcej w połowie doliny wznosiły się dwie grupy budynków oddalonych od siebie na
kilka kilometrów; były nimi - od wschodu forteczka, od zachodu huty szklanne, do których
opału dostarczali handlarze libijscy. Obie te miejscowości skutkiem wojennych niepokojów
zostały opuszczone. Korpus Tehenny miał obowiązek zająć i osadzić oba te punkta, które
armii Musawasy ubezpieczały drogę do Egiptu.
Libijczycy z wolna posuwali się od miasta Glaukus ku południowi i wieczorem dnia
czternastego Hator znaleźli się u wejścia do doliny Sodowych Jezior, pewni, że przejdą ją
dwoma marszami, bez przeszkód. Tegoż dnia, równo z zachodem słońca, armia egipska ruszyła
ku pustyni i uszedłszy po piaskach przeszło czterdzieści kilometrów w ciągu dwunastu
godzin, następnego ranka stanęła na wzgórzach między forteczką a hutami i ukryła się w
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional