lektory on-line

Faraon - Strona 223

że w jego rękach spoczywa los wojny i że w podobnych okolicznościach znika wszelka
etykieta.
Następca cierpliwie załatwiał interesantów. Ale gdy za astrologiem wsunęła się do pokoju
jedna z książęcych kobiet, z pretensją, że Ramzes snadź jej nie kocha, gdyż się z nią nie
pożegnał, i kiedy w kwadrans po tej za oknem rozległ się płacz innej kochanki, następca
już nie mógł wytrzymać.
Zawołał Tutmozisa i rzekł mu:
- Siedź w tym pokoju i jeżeli masz ochotę, pocieszaj kobiety mego domu. Ja ukryję się
gdzieś w ogrodzie, bo inaczej nie zasnę i jutro będę wyglądał jak kura wydobyta ze studni.
- Gdzież mam cię szukać w razie potrzeby? - spytał Tutmozis.
- Oho! ho!... - roześmiał się następca. - Nigdzie nie szukajcie. Sam się znajdę, gdy
zatrąbią pobudkę.
To powiedziawszy książę narzucił na siebie długi płaszcz z kapturem i wymknął się w ogród.
Ale i po ogrodzie snuli się żołnierze, kuchciki i inna służba następcy: w całym bowiem
obszarze pałacowym zniknął porządek, jak zwykle przed wymarszem na wojnę. Spostrzegłszy
to Ramzes skręcił w najgęstszą część parku, znalazł jakąś altankę zarośniętą winem i
kontent rzucił się na ławę.
- Tu już nie znajdą mnie - mruknął - ani kapłani, ani baby...
Wnet zasnął jak kamień.
Od kilku dni Fenicjanka Kama czuła się niezdrową. Do rozdrażnienia przyłączyły się jakieś
szczególne niedomaganie i bóle w stawach. Przy tym swędziła ją twarz, a szczególniej
czoło nad brwiami.
Drobne te przypadłości wydały jej się tak niepokojącymi, że przestała obawiać się, żeby
jej nie zabito, a natomiast ciągle siedziała przed lustrem zapowiedziawszy sługom, że
mogą robić, co im się podoba, byle ją zostawili w spokoju. W tych czasach nie myślała ani
o Ramzesie, ani o nienawistnej Sarze; cała jej bowiem uwaga była zajęta - plamami na
czole, których nienawykłe oko nie mogłoby nawet dostrzec.
"Plama... tak, są plamy... - mówiła do siebie pełna bojaźni. - Dwie... trzy... O
Astoreth, przecie w taki sposób nie zechcesz ukarać swej kapłanki!... Lepsza śmierć...
Ale co znowu za głupstwo... Gdy czoło pocieram palcami, plamy robią się czerwieńsze...
Widocznie coś mnie pokąsało albo namaściłam się nieczystą oliwą... Umyję się, a do jutra
plamy zginą..."
Przyszło jutro, ale plamy nie zginęły.
Zawołała służącą.
- Słuchaj - rzekła - spojrzyj na mnie...
Lecz powiedziawszy to usiadła w mniej oświetlonej części pokoju.
- Słuchaj i patrz... - mówiła zduszonym głosem. -Czy... czy na mojej twarzy widzisz jakie
plamy?... Tylko... nie zbliżaj się!...
- Nie widzę nic - odparła służąca.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional