lektory on-line

Faraon - Strona 120

- Zabijcie mnie... jeżeli w sercach macie choć odrobinę miłosierdzia!... - jęczał głos.
- Niech ciało twe stoczą robaki!... - rzekł Mentezufis wlewając roztopioną smołę w otwór.
- Psy!... szakale! -jęczał głos.
- Niech serce twoje będzie spalone, a proch wyrzucą na pustynią... - mówił następny
kapłan powtarzając ceremonią.
- O bogowie!... czyliż można tyle cierpieć -odpowiedziano z podziemi.
- Niech dusza twoja, z wizerunkiem swej hańby i występku, błąka się po miejscach, gdzie
żyją ludzie szczęśliwi!... - rzekł inny kapłan i znowu wlał łyżkę smoły.
- Oby was ziemia pożarła... Miłosierdzia!... dajcie mi odetchnąć...
Nim przyszła kolej na Ramzesa, głos w podziemiu już umilkł.
- Tak bogowie karzą zdrajców!... - rzekł do księcia arcykapłan świątyni.
Ramzes zatrzymał się i wpił w niego pełne gniewu spojrzenie. Zdawało się, że wybuchnie i
porzuci tę gromadę katów, ale uczuł strach boży i w milczeniu poszedł za innymi.
Teraz dumny następca zrozumiał, że jest władza, przed którą uginają się faraonowie.
Ogarnęła go prawie rozpacz, chciał uciec stąd, wyrzec się tronu... Ale milczał i szedł
dalej, otoczony kapłanami śpiewającymi modlitwy.
"Oto już wiem - myślał - gdzie podziewają się ludzie niemili sługom bożym!..."
Refleksja ta nie zmniejszyła jego zgrozy.
Opuściwszy wąski korytarz, pełen dymu, procesja znowu znalazła się pod otwartym niebem,
na wzniesieniu. Poniżej leżał ogromny dziedziniec, z trzech stron zamiast muru otoczony
parterowym budynkiem. Od tego miejsca, gdzie stali kapłani, spuszczał się rodzaj
amfiteatru o pięciu szerokich kondygnacjach, po których można było przechadzać się wzdłuż
dziedzińca lub zejść na dół.
Na placu nie było nikogo, ale z budynków wyglądali jacyś ludzie.
Arcykapłan Mefres, jako najdostojniejszy w tym gronie, przedstawił księciu Pentuera.
Łagodna twarz ascety tak nie godziła się z okropnościami, jakie miały miejsce w
korytarzu, że książę zdziwił się. Ażeby cośkolwiek powiedzieć, rzekł do Pentuera:
- Wydaje mi się, że już kiedyś spotkałem was, pobożny ojcze?
- W roku zeszłym na manewrach pod Pi-Bailos. Byłem tam przy jego dostojności Herhorze -
odparł kapłan.
Dźwięczny i spokojny głos Pentuera zastanowił księcia. On już gdzieś słyszał i ten głos,
w jakichś niezwykłych warunkach. Ale kiedy i gdzie?...
W każdym razie kapłan zrobił na nim przyjemne wrażenie. Gdybyż mógł zapomnieć krzyków
człowieka, którego oblewano wrzącą smołą!...
- Możemy zaczynać - odezwał się arcykapłan Mefres.
Pentuer wysunął się na przód amfiteatru i klasnął w ręce. Z parterowych budynków wybiegła
gromada tancerek i wyszli kapłani z muzyką tudzież niewielkim posągiem bogini Hator.
Muzyka szła naprzód, za nią tancerki wykonujące święty taniec, wreszcie posąg otoczony
dymem kadzideł. W ten sposób obeszli dokoła dziedziniec i zatrzymując się co kilka kroków
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional