lektory on-line

Faraon - Strona 55

- Prawdę rzekłeś. On podał ją w twoim imieniu. Ale jeżeli nie przyjdzie na sąd, nie
będzie pokrzywdzonego; a gdzie nie ma pokrzywdzonego, nie ma przestępstwa.
Krzaki zaszeleściły.
- Stójże! - zawołał Ramzes. - Kto jesteś?...
Nikt nie odpowiedział. Tylko zdawało się księciu, że w smudze światła pochodni, palącej
się na pierwszym piętrze, mignęła naga głowa i skóra pantery.
- Kapłan?... - szepnął następca. - Dlaczego on kryje się?...
Lecz w tej chwili przyszło mu na myśl, że ów kapłan mógłby ciężko odpowiadać za
udzielanie rad tamujących wymiar sprawiedliwości. ROZDZIAŁ CZTERNASTY
W miesiącu Choiak od połowy września do połowy października, wody Nilu stanęły najwyżej i
zaczął się nieznaczny opad. W ogrodach zbierano owoce tamaryndowe, daktyle i oliwki, a
drzewa zakwitły po raz drugi.
W tym czasie jego świątobliwość Ramzes XII opuścił swój słoneczny pałac pod Memfisem i z
wielką świtą, na kilkudziesięciu strojnych statkach popłynął do Teb dziękować tamtejszym
bogom za dobry wylew, a zarazem złożyć ofiary w grobach wiecznie żyjących przodków...
Najdostojniejszy władca bardzo łaskawie pożegnał syna swego i następcę; ale kierunek
spraw państwowych, na czas nieobecności, powierzył Herhorowi.
Książę Ramzes tak mocno odczuł ten dowód monarszej nieufności, że przez trzy dni nie
wychodził ze swojej willi i nie przyjmował pokarmów, tylko płakał. Później przestał się
golić i przeniósł się na folwark Sary, ażeby uniknąć stykania się z Herhorem i dokuczyć
matce, którą uważał za przyczynę swoich nieszczęść. Zaraz na drugi dzień w tym ustroniu
odwiedził go Tutmozis ciągnąc za sobą dwie łodzie muzyków i tancerek, a trzecią
napełnioną koszami jadła i kwiatów tudzież dzbanami wina. Ale książę kazał odjechać precz
muzyce i tancerkom, a wziąwszy do ogrodu Tutmozisa rzekł:
- Zapewne wysłała cię tu matka moja (oby żyła wiecznie!) w celu oderwania mnie od
Źydówki?... Otóż powiedz jej dostojności, że choćby Herhor został nie tylko
namiestnikiem, ale nawet synem mego ojca, ja robić będę to, co mi się podoba... Znam się
na tym... Dziś chcą mnie pozbawić Sary, a jutro władzy... Przekonam ich, że ja nie
wyrzekam się niczego.
Książę był rozdrażniony, Tutmozis wzruszał ramionami, wreszcie odparł: - Jak wicher
odnosi ptaka na pustynię, tak gniew wyrzuca człowieka na brzegi nie- sprawiedliwości. Czy
możesz dziwić się kapłanom, że nie cieszą się, iż następca tronu związał swoje życie z
kobietą innej ziemi i wiary? Prawda, że nie podoba im się Sara, tym więcej że masz ją
jedną; gdybyś posiadał kilka kobiet rozmaitych, jak wszyscy młodzi szlachcice, nie
zwracano by uwagi na Źydówkę. Lecz cóż oni zrobili jej złego?... Nic. Owszem, nawet jakiś
kapłan bronił jej przed rozjuszonym tłumem napastników, których tobie podobało się
wydobyć z więzienia...
- A moja matka?... - wtrącił następca.
Tutmozis roześmiał się.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional