lektory on-line

Faraon - Strona 394

- Wyśledzę ja to - przerwał Tutmozis - ale gdy się przekonam...
- Tylko nie mów Ramzesowi, zaklinam cię na cienie ojców!... - zawołała pani składając
ręce. - Faraon nie przebaczyłby im, oddałby ich pod sąd, a wówczas musiałoby nastąpić
jedno z dwu nieszczęść. Albo skazano by na śmierć najwyższych kapłanów państwa, albo sąd
uwolniłby ich... A co potem?...
Natomiast Lykona ścigaj i zabij bez miłosierdzia jak drapieżne zwierzę... jak żmiję...
Tutmozis pożegnał królowę znacznie uspokojoną, choć jego obawy wzrosły.
"Jeżeli ten podły Grek Lykon żyje pomimo kapłańskiego więzienia - myślał - to przede
wszystkim, zamiast łazić po drzewach i pokazywać się królowej - wolałby uciec... Ja sam
ułatwiłbym mu ucieczkę i obsypałbym bogactwami, gdyby wyznał mi prawdę i szukał opieki
przeciw tym łotrom... Ale skąd kaftan, płaszcz?... Dlaczego myliłaby się matka?.. "
Od tej pory Tutmozis unikał faraona i nie śmiał patrzeć mu w oczy. A że i Ramzes był
jakiś nieswój, więc zdawało się na pozór, że serdeczne ich stosunki ochłodły.
Lecz pewnego wieczora pan znowu wezwał ulubieńca.
- Muszę - rzekł - pogadać z Hiramem o ważnych sprawach, więc wychodzę. Czuwaj tu, przy
mojej sypialni, a gdyby kto chciał mnie widzieć, nie dopuść...
Gdy Ramzes zniknął w tajemnych korytarzach pałacu, Tutmozisa ogarnął niepokój.
"Może - myślał - kapłani otruli go jakim szalejem, a on czując, że zbliża się wybuch
choroby, ucieka ze swego domu?... Ha, zobaczymy."
Jakoż zobaczył. Faraon wrócił dobrze po północy do swych komnat i wprawdzie miał na sobie
płaszcz, ale... nie swój, tylko żołnierski.
Tutmozis zatrwożył się i nie spał do rana oczekując, rychło znowu wezwie go królowa.
Królowa jednak nie wezwała go. Natomiast, w czasie rannego przeglądu gwardii, oficer
Eunana poprosił swego naczelnika o chwilę rozmowy...
Gdy znaleźli się we dwu w osobnej komnacie, Eunana upadł Tutmozisowi do nóg błagając, aby
nikomu nie powtórzył tego, co on mu powie.
- Cóż się stało?... - zapytał Tutmozis czując chłód w sercu.
- Wodzu - mówił Eunana - wczoraj, około północy, dwaj moi żołnierze schwycili w ogrodzie
człowieka, który biegał nagi i krzyczał nieludzkim głosem.
Przyprowadzili go do mnie i wodzu... zabij mnie!...
Eunana upadł znowu do nóg Tutmozisowi.
- ...Ten człowiek nagi... ten... Nie mogę powiedzieć...
- Kto był?... -- zapytał przerażony Tutmozis.
- Już nic nie powiem... -jęknął Eunana. - Zdjąłem mój płaszcz i okryłem świętą nagość.
Chciałem odprowadzić do pałacu, ale... ale pan kazał mi zostać i milczeć... milczeć...
- I gdzie poszedł?...
- Nie wiem... nie patrzyłem i nie pozwoliłem patrzeć żołnierzom... Zniknął gdzieś w
gąszczach ogrodu... Zapowiedziałem moim ludziom, że... nic nie widzieli... nic nie
słyszeli... A gdyby który widział lub słyszał cokolwiek, będzie natychmiast uduszony.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional