lektory on-line

Faraon - Strona 255

stawiających zresztą żadnego oporu.
Może czekali na rozkaz Tehenny, ale ten był tak zgnębiony, że nie myślał nawet o ucieczce.
Powoli burza uspokajała się, a miejsce dziennego upału zajął w pustyni chłód przejmujący.
Ludzie i konie napili się do syta i worki napełnili wodą; daktylów i sucharów było dosyć,
więc panowało dobre usposobienie. Grzmoty osłabły, ciche błyskawice zapalały się coraz
rzadziej, na północnym niebie poczęły rozdzierać się obłoki, tu i owdzie zapłonęły
gwiazdy.
Pentuer zbliżył się do Ramzesa.
- Wracajmy ku obozowi - rzekł. - Możemy tam dojść za parę godzin, zanim ten, który
uciekł, naprowadzi nam nieprzyjaciół.
- Jakże trafimy wśród takiej ciemności? - spytał książę.
- Czy macie pochodnie? - zwrócił się kapłan do Azjatów.
Pochodnie, czyli długie sznury nasycone materiałami palnymi, były, ale nie było ognia.
Drewniane bowiem krzesiwka służące do zapalania przemokły.
- Musimy czekać do rana - rzekł niecierpliwy książę.
Pentuer nie odpowiedział. Wydobył ze swej torby małe naczynie, wziął od żołnierza
pochodnię i odszedł na bok. Po chwili rozległo się ciche syczenie i pochodnia zapaliła
się.
- Wielki jest czarnoksiężnik ten kapłan!... -mruknął stary Libijczyk.
- W oczach moich sprawiłeś już drugi cud - rzekł książę do Pentuera. - Czy możesz mi
objaśnić, jak się to robi?...
Kapłan potrząsnął głową.
- O wszystko pytaj mnie, panie - odparł - a odpowiem ci, na ile mi starczy mądrości.
Tylko nigdy nie żądaj, abym ci wyjaśniał tajemnice naszych świątyń.
- Nawet gdybym cię mianował moim doradcą?
- Nawet i wówczas. Nigdy nie będę zdrajcą, a choćbym i śmiał nim zostać, odstraszyłyby
mnie kary...
- Kary?... - powtórzył książę. - Aha!... Pamiętam w świątyni Hator człowieka schowanego w
podziemiu, na którego kapłani wylewali roztopioną smołę. Czyżby to robili naprawdę?... I
ów człowieka naprawdę skonał w mękach?...
Pentuer milczał, jakby nie słysząc pytania, i powoli wydobył ze swej cudownej torby mały
posążek bóstwa z rozkrzyżowanymi rękoma. Posążek ten wisiał na sznurku; kapłan puścił go
wolno i szepcąc modlitwę uważał. Posążek po pewnej liczbie wahań i kręceń się zawisnął
spokojnie.
Ramzes przy świetle pochodni ze zdziwieniem przypatrywał się tym praktykom.
- Co to robisz? - spytał kapłana.
- Tyle tylko mogę powiedzieć waszej dostojności -rzekł Pentuer - że bóstwo jedną ręką
wskazuje gwiazdę Eshmun. Ona to w czasie nocy prowadzi przez morza fenickie okręty.
- Więc i Fenicjanie mają tego boga?
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional