lektory on-line

Faraon - Strona 135

tylko w nocy.
Przyczyna tego była prosta: miasto cieszyło się posiadaniem starej i sławnej świątyni
Astarty, czczonej przez całą Azję Zachodnią i ściągającej tłumy pielgrzymów. Bez przesady
można powiedzieć, że pod Pi-Bast codziennie obozowało ze trzydzieści tysięcy
cudzoziemców: Saschu, czyli Arabów, Fenicjan, Źydów, Filistynów, Chetów, Asyryjczyków i
innych. Rząd egipski życzliwie zachowywał się wobec pielgrzymów, którzy przynosili mu
znaczne dochody; kapłani tolerowali ich, a ludność kilku sąsiednich nomesów prowadziła z
nimi żwawy handel.
Już na godzinę drogi przed miastem widać było lepianki i namioty przybyszów rozbite na
nagiej ziemi. W miarę zbliżania się do Pi-Bast liczba ich wzrastała i coraz gęściej roili
się ich czasowi mieszkańcy. Jedni pod otwartym niebem przygotowywali pokarm, inni
kupowali wciąż napływające towary, inni szli procesją do świątyni. Tu i owdzie skupiały
się wielkie gromady przed miejscami zabaw, gdzie popisywali się pogromcy zwierząt,
zaklinacze wężów, atleci, tancerki i kuglarze. Ponad tym zgromadzeniem ludzi unosił się
upał i wrzawa.
Przy miejskiej bramie powitali Ramzesa jego dworzanie tudzież nomarcha Habu z
urzędnikami. Powitanie jednak było, mimo życzliwości, tak chłodne, że zdziwiony
namiestnik szepnął do Tutmozisa:
- Cóż to znaczy, że patrzycie na mnie, jakbym przyjechał kary wymierzać?
- Bo wasza dostojność - odparł faworyt - masz oblicze człowieka, który przestawał z
bogami.
Mówił prawdę. Czy to skutkiem ascetycznego życia, czy towarzystwa uczonych kapłanów, czy
może długich rozmyślań, książę zmienił się. Wychudł, cera mu pociemniała, a z postawy i
fizjognomii biła wielka powaga. W ciągu kilku tygodni postarzał się o kilka lat.
Na jednej z głównych ulic miasta tłoczyła się tak gęsta ciżba ludu, że policjanci musieli
utorować drogę następcy i jego świcie. Ale ten lud nie witał księcia, tylko skupiał się
dokoła niewielkiego pałacyku jakby oczekując na kogoś.
- Co to jest? - spytał Ramzes nomarchy. Niemile bowiem dotknęła go obojętność tłumu.
- Tu mieszka Hiram - odparł nomarcha - książę tyryjski, człek wielkiego miłosierdzia. Co
dzień rozdaje hojną jałmużnę, więc zbiega się ubóstwo.
Książę odwrócił się na koniu, popatrzył i rzekł:
- Widzę tu robotników królewskich. Więc i oni przychodzą po jałmużnę do fenickiego
bogacza?
Nomarcha milczał. Na szczęście zbliżali się do pałacu rządowego i Ramzes zapomniał o
Hiramie.
Przez kilka dni ciągnęły się uczty na cześć namiestnika, ale książę nie był nimi
zachwycony. Brakło na nich wesołości i zdarzały się nieprzyjemne zajścia.
Raz jedna z książęcych kochanek tańcząc przed nim rozpłakała się. Ramzes pochwycił ją w
objęcia i zapytał: co jej jest?
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional