lektory on-line

Faraon - Strona 283

zasiadały do snu, nocne - budziły się w kryjówkach. W pustyni ziewały hieny i szakale, a
drzemiący lew przeciągał potężne cielsko gotując się do pościgów za łupem.
Nilowy rybak śpiesznie wywłóczył sieci, wielkie statki transportowe przybijały do
brzegów. Znużony rolnik odejmował od żurawia kubeł, którym przez cały dzień czerpał wodę;
inny powoli wracał z pługiem do swej lepianki. W miastach zapalano światła, w świątyniach
kapłani zbierali się na nabożeństwo wieczorne. Na gościńcach opadał kurz i milknęły
skrzypiące koła wozów. Ze szczytu pylonów odezwały się jękliwe głosy wzywające naród do
modlitwy.
W chwilę później faraon spostrzegł ze zdziwieniem niby stado srebrzystych ptaków
unoszących się nad ziemią. Wylatywały one ze świątyń, pałaców, ulic, fabryk, statków
nilowych, chat wieśniaczych, nawet z kopalń. Z początku każdy z nich pędził w górę jak
strzała, lecz wnet spotykał pod niebem innego srebrnopiórego ptaka, który zabiegał mu
drogę, uderzał go z całej siły i -obaj martwi upadali na ziemię.
Były to niezgodne modlitwy ludzkie, które nawzajem przeszkadzały sobie wzbić się do tronu
Przedwiecznego...
Faraon wytężył słuch... Z początku dolatywał go tylko szelest skrzydeł; niebawem jednak
mógł odróżnić wyrazy.
I oto słyszał chorego, który modlił się o powrót do zdrowia, ale jednocześnie lekarza,
który błagał, ażeby jego pacjent chorował jak najdłużej. Gospodarz prosił Amona o
czuwanie nad jego śpichrzem i oborą; złodziej wyciągał ręce do nieba, ażeby bez
przeszkody mógł wyprowadzić cudzą krowę i napełnić wory cudzym ziarnem.
Modlitwy ich roztrącały się jak kamienie wyrzucone z procy.
Wędrowiec w pustyni upadał na piasek żebrząc o wiatr północny, który by mu przyniósł
kroplę wody; morski żeglarz bił czołem o pokład, ażeby jeszcze przez tydzień wiały wiatry
ze wschodu. Rolnik chciał, aby prędzej wysychały bagna po wylewie; ubogi rybak żądał, by
bagna nie wysychały nigdy.
I ich modły rozbijały się wzajemnie i nie dosięgły boskich uszu Amona.
Największy zgiełk panował nad kamieniołomami, gdzie przestępcy, skuci w łańcuchy, za
pomocą klinów moczonych wodą rozsadzali ogromne skały. Tam partia robotników dziennych
błagała o noc, aby spać się położyć, podczas gdy budzeni przez dozorców robotnicy part
nocnej bili się w piersi, aby nigdy nie zachodziło słońce. Tam kupcy, którzy nabywali
odłupane i obrobione kamienie, modlili się, ażeby jak najwięcej było w kopalni
przestępców, podczas gdy dostawcy żywności leżeli na brzuchach wzdychając, ażeby pomór
tępił robotników i umożliwił dostawcom większe zyski.
Więc i modły ludzi z kopalń nie dolatywały do nieba.
Na zachodniej granicy ujrzał faraon dwie armie gotujące się do boju. Obie leżały na
piaskach wzywając Amona o wytępienie nieprzyjaciół. Libijczycy życzyli hańby i śmierci
Egipcjanom; Egipcjanie miotali przekleństwa na Libijczyków.
Modły tych i tamtych, jak dwa stada jastrzębi, starły się nad ziemią i spadły na
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional