lektory on-line

Faraon - Strona 278

Z jadalni udawał się pan do nie mniej wielkiej sali audiencjonalnej. Tu padali przed nim
na twarz najbliżsi dostojnicy państwa i najbliższa rodzina, po czym minister Herhor,
najwyższy skarbnik, najwyższy sędzia i najwyższy naczelnik policji składali mu raporty o
sprawach państwa. Czytanie było przerywane religijną muzyką i tańcem, w czasie
wykonywania których tron zasypywano wieńcami i bukietami.
Po audiencji jego świątobliwość udawał się do obocznego gabinetu i położywszy się na
kanapie chwilę drzemał. Następnie składał bogom ofiary z wina i kadzideł i opowiadał
kapłanom swoje sny, wedle których mędrcy układali najwyższe rozporządzenia w sprawach,
które jego świątobliwość miał rozstrzygać.
Niekiedy jednak, gdy snów nie było albo gdy ich tłumaczenie wydało się faraonowi
niewłaściwym, jego świątobliwość uśmiechał się dobrotliwie i - rozkazywał w danej sprawie
postąpić tak a tak. Rozkaz ten był prawem, którego nikt nie mógł zmieniać, chyba tylko w
wykonaniu szczegółów.
W godzinach popołudniowych jego świątobliwość niesiony w lektyce ukazywał się na
dziedzińcu swojej wiernej gwardii, a potem wstępował na taras i spoglądał ku czterem
okolicom świata, aby udzielić im swego błogosławieństwa. Wówczas ze szczytu pylonów
wywieszano chorągwie i odzywały się potężne głosy trąb. Ktokolwiek usłyszał je, w mieście
czy w polu, Egipcjanin czy barbarzyńca, padał na twarz, ażeby i na jego głowę spłynęła
cząstka łaski najwyższej.
W takiej chwili nie było wolno uderzyć człowieka ani bydlęcia: kij podniesiony nad
grzbietem sam opadał. Jeżeli zaś przestępca skazany na śmierć dowiódł, że czytano mu
wyrok w czasie ukazania się pana nieba i ziemi, zmniejszano mu karę. Albowiem przed
faraonem chodzi moc, a za nim miłosierdzie.
Uszczęśliwiwszy lud swój władca wszystkich rzeczy, jakie tylko są pod słońcem, zstępował
do swoich ogrodów, między palmy i sykomory, i tu siedział najdłużej odbierając hołdy od
swych kobiet i przypatrując się zabawom dzieci swojego domu. Gdy które z nich pięknością
czy zręcznością zwróciło jego uwagę, przywoływał je do siebie i pytał:
-Kto ty jesteś, mój maleńki?
-Jestem książę Binotris, syn jego świątobliwości - odpowiadał chłopczyk.
-A jakże nazywa się twoja matka?
-Moja matka jest pani Ameces, kobieta jego świątobliwości.
-Cóż ty umiesz?
-Umiem już liczyć do dziesięciu i napisać: "Niech żyje wiecznie ojciec i bóg nasz,
świątobliwy faraon
Ramzes!..."
Pan wieczności dobrotliwie uśmiechał się i swoją delikatną, prawie przezroczystą ręką
dotykał kędzierzawej głowy czupurnego chłopca. Wówczas dziecko naprawdę zostawało
księciem, pomimo że jego świątobliwość wciąż uśmiechał się w sposób zagadkowy.
Ale kogo raz dotknęła boska ręka, ten nie mógł zaznać niedoli w życiu i musiał być
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional