lektory on-line

Faraon - Strona 398

Ale pogłoski nie ucichły, a Ramzes XIII nie wiedział o nich. Nawet bowiem Tutmozis
lękając się ze strony pana gwałtownych wystąpień przeciw kapłanom nie zawiadomił go o
niczym.
ROZDZIAŁ SZEŚĆDZIESIĄTY DRUGI
W początkach miesiąca Paofi (lipiec-sierpień) jego świątobliwość, królowa Nikotris i dwór
powrócili z Tebów do pałacu pod Memfisem.
Przy końcu podróży, która i tym razem odbywała się Nilem, Ramzes XIII często wpadał w
zamyślenie, a raz rzekł do Tutmozisa:
- Spostrzegam dziwny objaw... Lud gromadzi się na obu brzegach tak gęsto, a może nawet
gęściej niż wówczas, gdyśmy płynęli w tamtą stronę. Ale okrzyki są znacznie słabsze,
czółen jedzie za nami mniej i kwiatów rzucają skąpo...
- Boska prawda płynie z ust twoich, panie - odparł Tutmozis. - Istotnie lud wygląda,
jakby był zmęczony, co jednak pochodzi ze strasznych upałów...
- Mądrze powiedziałeś!... - pochwalił go faraon i rozjaśnił oblicze.
Ale Tutmozis nie wierzył własnym słowom. On czuł, a co gorsze, czuł cały orszak
królewski, że masy ludu nieco ochłodły w miłości swej do pana.
Czy był to skutek wieści o nieszczęsnej chorobie Ramzesa, czy jakich innych praktyk?
Tutmozis nie wiedział. Był jednak pewny, że na to ochłodnięcie wpłynęli kapłani.
"Oto głupi motłoch! - myślał nie hamując w swym sercu pogardy. - Niedawno tonęli, byle
tylko ujrzeć oblicze jego świątobliwości, a dziś żałują krzyku... Czyżby już zapomnieli i
o siódmym dniu odpoczynku, i o ziemi na własność?... "
Natychmiast po przyjeździe do pałacu faraon wydał rozkaz gromadzenia delegatów, którzy
mieli postanowić o naruszeniu skarbów Labiryntu. Jednocześnie polecił oddanym sobie
urzędnikom i policji, aby rozpoczęto agitacją przeciw kapłanom i za siódmym dniem
odpoczynku.
Niebawem znowu zaczęło w Dolnym Egipcie wrzeć jak w ulu. Chłopi upominali się nie tylko o
święta, ale i o płacenie im gotówką za roboty publiczne. Rzemieślnicy w szynkach i na
ulicach złorzeczyli kapłanom, którzy chcą ograniczyć świętą władzę faraona. Liczba
przestępstw wzrosła, ale przestępcy nie chcieli odpowiadać przed sądem. Pisarze
spokornieli i żaden nie śmiał uderzyć człowieka prostego wiedząc, że spotka się z
odwetem. Do świątyń rzadziej składano ofiary, bogi pilnujące granic nomesów coraz
częściej były obrzucane kamieniami i błotem, a nawet obalane.
Strach padł na kapłanów, nomarchów i ich popleczników. Na próżno sędziowie ogłaszali na
rynkach i gościńcach, że według starych praw rolnik i rzemieślnik, a nawet kupiec, nie
powinien zajmować się plotkami, które odciągają go od pracy chlebodajnej; pospólstwo
bowiem wśród śmiechu i krzyku obrzucało woźnych zgniłymi jarzynami i pestkami daktylów.
Wówczas arystokracja zaczęła gromadzić się w pałacu i leżąc u nóg faraona błagać go o
ratunek.
- Jesteśmy - wołali - jakby ziemia rozpadała się pod naszymi stopami... jakby świat
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional