lektory on-line

Faraon - Strona 67

Gdy nad wieczorem zmęczony wracał do willi, Sara już czekała w progu z miednicą wody,
dzbanem lekkiego wina i wieńcami róż. Książę uśmiechał się do niej, głaskał po twarzy,
lecz patrząc w jej pełne tkliwości oczy myślał:
"Ciekawym, czy ona potrafiłaby bić egipskich chłopów jak jej zawsze wylęknieni krewni?...
O, moja matka ma słuszność nie ufając Źydom, choć - Sara może być inna..."
Raz, wróciwszy niespodziewanie, zobaczył na dziedzińcu przed domem bardzo liczną gromadę
nagich dzieci, wesoło bawiących się. Wszystkie były żółte i na jego widok rozbiegły się z
krzykiem jak dzikie gęsi na moczarze. Nim wszedł na taras domu, znikły, że nawet śladu
nie zostało.
- Cóż to za drobiazg - spytał Sary - który tak przede mną ucieka?
- To dzieci twoich sług - odparła.
- Źydów?
- Moich braci...
- Bogowie! jakże mnożnym jest ten naród - roześmiał się książę. - A któż jest ten
znowu?... - dodał wskazując na człowieka, który lękliwie wyglądał zza muru.
- To Aod, syn Baraka, mój krewny... On chce służyć tobie, panie. Czy mogę go przyjąć?...
Książę wzruszył ramionami.
- Twój jest folwark - odparł - możesz przyjmować wszystkich, kogo zechcesz. Tylko jeżeli
ci ludzie będą się tak mnożyli, niedługo opanują Memfis...
- Nie cierpisz braci moich?... - szepnęła Sara, z trwogą patrząc na Ramzesa i obsuwając
mu się do nóg.
Książę zdziwiony spojrzał na nią.
- Ja o nich nawet nie myślę - odparł dumnie.
Drobne te zajścia, które ognistymi kroplami padały na duszę Sary, nie zmieniły dla niej
Ramzesa. Zawsze był jednakowo życzliwy i pieścił ją jak zwykle, choć coraz częściej jego
oczy biegły na drugą stronę Nilu i opierały się na potężnych pylonach zamku.
Wnet spostrzegł, że nie tylko on tęskni na swoim dobrowolnym wygnaniu. Pewnego dnia
bowiem od tamtego brzegu odbiła strojna barka królewska, przepłynęła Nil w stronę
Memfisu, a potem zaczęła krążyć tak blisko folwarku, że Ramzes mógł poznać osoby siedzące
w niej.
Jakoż poznał pod purpurowym baldachimem swoją matkę między dworskimi damami, a naprzeciw
niej, na niskiej ławce, namiestnika Herhora. Wprawdzie nie patrzyli na folwark, ale
książę zgadł, że go widzą.
"Aha! - pomyślał śmiejąc się. - Moja czcigodna matka i jego dostojność minister radzi by
wywabić mnie stąd przed powrotem jego świątobliwości..."
Nadszedł miesiąc Tobi, koniec października i początek listopada. Nil opadł na wysokość
półtora człowieka, co dzień odsłaniając nowe płaty czarnej, grząskiej ziemi. Gdziekolwiek
ustąpiły wody, zaraz w tym miejscu ukazywała się wąska socha ciągniona przez dwa woły. Za
sochą szedł nagi oracz, obok wołów poganiacz z krótkim batem, a za nim siewca, który
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional