lektory on-line

Faraon - Strona 314

Nieustannie ukryty w każdej rzeczy, on jeden żyjący, w którym wiekuiście istnieją
wszystkie rzeczy..."
Łódź stopniowo posuwała się w górę łuku, wreszcie stanęła na najwyższym szczycie.
Wówczas na dolnym krańcu łuku ukazała się kapłanka przebrana za boginię Izydę, z synem
Horusem, i również wolno zaczęła wchodzić pod górę. Był to obraz księżyca, który posuwa
się za słońcem.
Teraz łódź ze szczytu łuku zaczęła opuszczać się ku zachodowi, a na dole znowu odezwał
się chór:
"Bóg wcielony we wszystkie rzeczy, duch Szu we wszystkich bogach. On jest ciałem żyjącego
człowieka, twórcą drzewa, które nosi owoce, on jest sprawcą użyźniających wylewów. Bez
niego nic nie żyje w ziemskim kręgu."
Łódź znikła na zachodnim końcu balkonu, Izyda z Horusem stanęli na szczycie łuku. Wówczas
do łodzi przybiegła gromada kapłanów, wydobyli zwłoki faraona i położyli je na marmurowym
stole, niby Ozirisa na spoczynek po dziennym trudzie.
Teraz do nieboszczyka zbliżył się paraszyta przebrany za bożka Tyfona. Na głowie miał
okropną maskę, rudą kudłatą perukę, na plecach skórę dzika, a w ręku - kamienny nóż
etiopski.
Nożem tym zaczął prędko odrzynać podeszwy nieboszczykowi.
- Co robisz śpiącemu, bracie Tyfonie? - zapytała go z balkonu Izyda.
- Oskrobuję nogi memu bratu Ozirisowi, aby ziemskim pyłem nie zanieczyścił nieba -
odpowiedział paraszyta przebrany za Tyfona.
Oderznąwszy podeszwy paraszyta porwał zgięty drut, zanurzył go w nosie zmarłego i zaczął
wydobywać mózg. Następnie rozciął mu brzuch i tym otworem szybko wyciągnął wnętrzności,
serce i płuca.
Przez ten czas pomocnicy Tyfona przynieśli cztery wielkie urny ozdobione głowami bogów:
Hape, Emset, Duamutf i Quebhsneuf, i w każdy z tych dzbanów złożyli jakiś wewnętrzny
organ zmarłego.
- A co tam robisz, bracie Tyfonie? - zapytała po raz drugi Izyda.
- Oczyszczam brata mego Ozirisa, z rzeczy ziemskich, ażeby stał się piękniejszym -
odpowiedział paraszyta.
Obok marmurowego stołu znajdowała się sadzawka wody nasyconej sodą. Paraszyci oczyściwszy
zwłoki rzucili je następnie w sadzawkę, gdzie miały moknąć przez siedmdziesiąt dni.
Tymczasem Izyda przeszedłszy cały balkon zbliżyła się do komnaty, w której paraszyta
otworzył i oczyścił królewskie zwłoki. Spojrzała na marmurowy stół, a widząc że był
pusty, zapytała przestraszona:
- Gdzie mój brat?... gdzie mój boski małżonek?...
Wtem ryknął grzmot, odezwały się trąby i śpiżowe blachy, a paraszyta przebrany za Tyfona
wybuchnął śmiechem i zawołał:
- Piękna Izydo, która pospołu z gwiazdami rozweselasz noce, nie ma już twego małżonka!...
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional