lektory on-line

Faraon - Strona 411

chciwość kapłanów... Niechaj będą mędrcami, niech mają dostatek, ale niech służą państwu
zamiast, jak dziś, wyzyskiwać je na swoją korzyść...
"Już w miesiącu Hator - mówił w sobie - będę władcą!... Młody pan zanadto lubi kobiety i
wojsko, aby mógł zajmować się rządami... A jeżeli nie będzie miał synów, wówczas mój syn,
mój syn..."
Ocknął się. Jeszcze jedna pochodnia spłonęła i był wielki czas do opuszczenia podziemiów.
Podniósł się, zabrał swój koszyk i opuścił salę nad skarbcem.
"Nie potrzebuję pomocników... - myślał uśmiechając się. - Sam wszystko zabezpieczyłem...
ja sam... pogardzany kapłan Seta!... "
Minął już kilkanaście komnat i korytarzy, gdy nagle stanął... Zdawało się, że na posadzce
sali, do której wszedł, widać cienką smugę światła...
W jednej chwili ogarnęła go tak straszna trwoga, że zgasił pochodnię. Lecz i smuga na
posadzce znikła.
Samentu wytężył słuch, ale słyszał tylko bicie tętna we własnej głowie.
- Przywidziało mi się!... - rzekł.
Drżącymi rękoma wydobył z kosza małe naczynie, gdzie powoli tliła się hubka, i znowu
zapalił pochodnią.
"Jestem bardzo senny!...." - pomyślał.
Rozejrzał się po sali i poszedł do ściany, w której były ukryte drzwi. Nacisnął gwóźdź,
drzwi nie uchyliły się. Drugi... trzeci nacisk - nic...
"Co to znaczy?" - rzekł do siebie zdumiony.
Już zapomniał o świetlnej smudze. Zdawało mu się, że spotkał go nowy, niesłychany
wypadek. Tyle setek drzwi ukrytych otwierał w swym życiu, tyle ich otworzył w Labiryncie,
że wprost nie mógł pojąć obecnego oporu.
Wtem znowu ogarnął go strach. Zaczął biegać od ściany do ściany i wszędzie probować
ukrytych drzwi. Wreszcie jedne ustąpiły. Samentu głęboko odetchnął i znalazł się w
ogromnej sali, jak zwykle przepełnionej kolumnami. Jego pochodnia rozświetlała zaledwie
część przestrzeni, której ogromna reszta ginęła w gęstym mroku.
Ciemność, las kolumn, a nade wszystko nieznajomość sali - dodała kapłanowi otuchy. Na
dnie jego trwogi zbudziła się iskra naiwnej nadziei: zdawało mu się, że ponieważ on nie
zna tego miejsca, więc i nikt go nie zna, nikt tu nie trafi.
Uspokoił się nieco i uczuł, że nogi gną się pod nim. Więc usiadł. Lecz znowu zerwał się i
począł oglądać się dokoła, jak gdyby chcąc sprawdzić: czy istotnie grozi mu
niebezpieczeństwo i - skąd?... Z którego z tych ciemnych kątów wyjdzie ono, aby rzucić
się na niego?
Samentu, jak nikt w Egipcie, był oswojony z podziemiami, ciemnością, zbłąkaniem...
Przechodził też różne niepokoje w życiu. Ale to, czego doznawał obecnie, było czymś
zupełnie nowym i tak strasznym, że kapłan bał się nadać temu właściwego nazwiska.
W końcu z wielkim wysiłkiem zebrał myśli i rzekł:
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional