lektory on-line

Faraon - Strona 261

-Od tej chwili raz na zawsze straciliśmy zaufanie u obcych, no - i u swoich... Bo w końcu
i nasza armia musi rozprzęgnąć się, gdy pozna, że na jej czoło wdzierają się zdrajcy...
-Nędzny najmito - odparł zimno Mentezufis - także to śmiesz odzywać się o wojsku i
zaufanych jego świątobliwości?... Jak świat światem, nie słyszano jeszcze podobnego
bluźnierstwa!... I lękam się, czy bogowie nie pomszczą wyrządzonej sobie zniewagi...
Patrokles grubo roześmiał się.
-Dopóki śpię między Grekami, nie lękam się zemsty nocnych bogów... A gdy czuwam, nic mi
nie zrobią dzienni...
-Idź spać, idź... między twoich Greków, pijanico - rzekł Mentezufis - aby z twej winy na
nasze głowy grom nie spadł...
-Na twój, dusigroszu, ogolony łeb nie spadnie, bo będzie myślał, że to co innego!... -
odparł nieprzytomny Grek. Lecz widząc, że książę nie daje mu poparcia, cofnął się do
swego obozu.
-Czy naprawdę - spytał Ramzes kapłana - czy naprawdę kazałeś, święty mężu, pobić jeńców
wbrew mojej obietnicy, że otrzymają łaskę?...
-Wasza dostojność nie byłeś w obozie - odparł Mentezufis - więc na ciebie nie spada
odpowiedzialność za ten czyn. Ja zaś pilnuję się naszych praw wojennych, które nakazują
tępić zdradzieckich żołnierzy. Źołnierze, którzy poprzednio służyli jego świątobliwości,
a następnie połączyli się z nieprzyjaciółmi, mają być natychmiast zabijani - oto ustawa.
-A gdybym ja był tutaj?...
-Jako naczelny wódz i syn faraona, możesz zawieszać wykonywanie pewnych ustaw, których ja
muszę słuchać - odparł Mentezufis.
-Nie mógłżeś więc zaczekać do mego powrotu?
-Ustawa każe zabijać n a t y c h m i a s t, więc spełniłem jej wymagania.
Książę był tak oszołomiony, że przerwał dalszą rozmowę i udał się do swego namiotu. Tam
dopiero upadłszy na fotel rzekł do Tutmozisa:
-Ależ ja już dziś jestem niewolnikiem kapłanów!... Oni mordują jeńców, oni grożą moim
oficerom, oni nawet nie szanują moich zobowiązań... Nic żeście nie mówili Mentezufisowi,
kiedy kazał zabijać tych nieszczęsnych?...
-Zasłaniał się prawem wojennym i nowymi rozkazami Herhora...
-Ależ właściwie ja tu jestem wodzem, choć wyjechałem na pół dnia.
-Wyraźnie zdałeś dowództwo w ręce moje i Patroklesa - odparł Tutmozis. - Gdy zaś
nadjechał święty Mentezufis, musieliśmy mu ustąpić, gdyż jest wyższy od nas...
Książę pomyślał, że jednak schwytanie Tehenny było okupione zbyt wielkimi nieszczęściami.
Jednocześnie z całą siłą odczuł doniosłość przepisu, który nie pozwala wodzowi opuszczać
wojska. Musiał w sobie przyznać, że nie ma słuszności, ale to jeszcze bardziej drażniło
jego dumę i napełniało nienawiścią do kapłanów.
"Otóż - mówił - jestem w niewoli pierwej nawet, nim zdążyłem zostać faraonem (oby mój
świątobliwy ojciec żył wiecznie!). Więc już dzisiaj muszę zacząć wydobywać się z niej, a
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional