lektory on-line

Faraon - Strona 173

komnatach.
"Ładne to - mówił do siebie - ale piękniejsze byłyby sprzęty z samego złota, a dzbany z
drogich kamieni."
Oczy jego machinalnie zwróciły się w ten kąt, gdzie stała figura okryta haftowanym
welonem i - wzdychała.
"Wzdychaj sobie, wzdychaj!" - myślał biorąc kadzielnicę, aby spalić wonności przed
posągiem Amona.
"Dobry to bóg - myślał - który ocenia przymioty mędrców, nawet bosych, i wymierza im
sprawiedliwość. Jaki on mi dał piękny majątek!... No, prawda, że i ja go uczciłem,
wypisując podwójnym pismem imię Amon - na drzwiach tej chałupy. Albo jak ja mu to pięknie
wyrachowałem: ile dostanie kurzych jaj za siedm kuropatw? Mieli słuszność moi mistrze
twierdząc, że mądrość nawet bogom otwiera usta."
Spojrzał znowu w kąt. Postać okryta welonem znowu westchnęła.
"Ciekawy jestem - mówił do siebie pisarz - dlaczego mój przyjaciel Amon zabronił mi
dotykać tej oto sztuczki, co tam stoi w kącie? No, za taki majątek miał prawo nakładać mi
warunki, chociaż ja nic podobnego nie zrobiłbym mu. Bo jeżeli cały ten pałac jest moją
własnością, jeżeli wszystkiego, co tu jest, mogę używać, dlaczego tamtej rzeczy nie
miałbym nawet dotknąć?...
Tak się mówi: nie wolno dotykać! Wolno wreszcie zobaczyć..."
Zbliżył się do figury, zdjął ostrożnie welon, patrzy... jest coś bardzo ładnego. Niby
piękny młody chłopiec, ale nie chłopiec... Ma włosy długie do kolan, drobne rysy i pełne
słodyczy spojrzenie. Co ty jesteś? - mówi do figury.
- Ja jestem kobieta - odpowiada mu postać głosem tak cienkim, że wniknął mu w serce jak
sztylet fenicki.
"Kobieta?... - myśli pisarz. - Tego mnie nie uczono w kapłańskiej szkole." - Kobieta?...
- powtórzył. - A co to masz o tutaj?...
- To moje oczy.
- Oczy?... Cóż ty zobaczysz takimi oczami, które od lada światła mogą się rozpłynąć.
- Bo moje oczy nie są do tego, żebym ja nimi patrzyła, tylko żebyś ty w nie patrzył! -
odpowiedziała figura.
"Dziwne oczy!" - rzekł do siebie pisarz chodząc po pokoju.
Znowu przystanął przed postacią i zapytał:
- A to co masz?
- To moje usta.
- Przez bogi! umrzesz z głodu - zawołał - bo tak małymi ustami najeść się nie można...
- One też nie są do jedzenia - odparła figura -tylko żebyś ty je całował.
- Całował? - powtórzył pisarz. - I tego nie uczono mnie w kapłańskiej szkole... A to o...
co to masz?
- To moje rączki.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional