lektory on-line

Faraon - Strona 160

wojny z Azją, to były tylko rozmyślania. Egipt potrzebował ludzi, a faraon skarbów, a że
wojna była najłatwiejszym sposobem zdobycia ich, że wreszcie dogadzała jego potrzebie
sławy, więc projektował sobie wojnę.
Ale w tej chwili nie obchodziły go skarby, niewolnicy ani sława, bo odezwał się w nim
potężniejszy nad wszystko głos nienawiści. Faraonowie tak długo walczyli z Asyryjczykami,
obie strony tyle przelały krwi, walka tak głębokie zapuściła korzenie w serca, że książę
na sam widok żołnierzy asyryjskich chwytał za miecz. Zdawało się, że wszystkie duchy
poległych wojowników, wszystkie ich trudy i cierpienia zmartwychwstały w duszy
królewskiego dziecięcia i wołały o zemstę.
Gdy książę wrócił do pałacu, wezwał Tutmozisa. Jeden z nich był przepity, drugi wściekły.
- Czy wiesz, com teraz widział? - rzekł książę do ulubieńca.
- Może który z kapłanów... - szepnął Tutmozis.
- Widziałem Asyryjczyków... O bogowie!... Com ja uczuł... Cóż to za podły lud... Ciała
ich, od stóp do głów okręcone wełną jak dzikich zwierząt, śmierdzą starym łojem, a co to
za mowa, jakie brody, włosy!...
Szybko chodził po komnacie, zadyszany, rozgorączkowany.
- Myślałem - mówił Ramzes - że pogardzam złodziejstwami pisarzy, obłudą nomarchów, że
nienawidzę chytrych i ambitnych kapłanów... Miałem wstręt do Źydów i lękałem się
Fenicjan... Ale dziś przekonywam się, że tamto były zabawki. Teraz dopiero wiem, co to
jest nienawiść, kiedym zobaczył i usłyszał Asyryjczyków, teraz rozumiem, dlaczego pies
rozdziera kota, który mu przeszedł drogę...
- Do Źydów i Fenicjan przywykłeś, wasza dostojność, Asyryjczyków spotkałeś po raz
pierwszy - wtrącił Tutmozis.
- Głupstwo Fenicjanie!... - ciągnął jakby do siebie książę. - Fenicjanin, Filistyn,
Saszu, Libijczyk, nawet Etiopa, to jakby członkowie naszej rodziny. Kiedy nie płacą
danin, gniewamy się na nich, gdy zapłacą, zapominamy...
Ale Asyryjczyk jest to coś tak obcego, tak wrogiego, że... Nie będę szczęśliwym, dopóki
nie ujrzę pola zasłanego ich trupami, dopóki nie naliczę ze sto tysięcy odciętych rąk...
Tutmozis nigdy nie widział Ramzesa w podobnym nastroju.
ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY TRZECI
W parę dni książę wysłał swojego ulubieńca z wezwaniem do Kamy. Przybyła natychmiast w
szczelnie zasłoniętej lektyce.
Ramzes przyjął ją w osobnym pokoju.
- Byłem - rzekł -jednego wieczora pod twoim domem.
- O Astoreth!... - zawołała kapłanka. - Czemuż zawdzięczam najwyższą łaskę?... I co
przeszkodziło ci, dostojny panie, że nie raczyłeś zawołać twojej niewolnicy?...
- Stały tam jakieś bydlęta. Podobno Asyryjczykowie. Więc wasza dostojność trudziłeś się
wieczorem?... Nigdy nie śmiałabym przypuścić, że nasz władca znajduje się o kilka kroków
ode mnie pod gołym niebem.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional