lektory on-line

Faraon - Strona 313

złotem szlafrok i przenieśli zwłoki do łodzi.
- Bogom niech będą dzięki - mówił któryś z zasłoniętych - że już mamy nowego pana. Ten z
kapłaństwem zrobi porządek... Co wzięli rękoma, zwrócą gębą...
- Uuu!... mówią, że to będzie ostry władca - wtrącił inny. - Przyjaźni się z Fenicjanami,
chętnie przestaje z Pentuerem, który przecie nie jest rodowity kapłan, tylko z takich
biedaków jak my... A wojsko, powiadają, że dałoby się spalić i wytopić za nowego
faraona...
- I jeszcze w tych dniach sławnie pobił Libijczyków...
- Gdzież on jest, ten nowy faraon?... - odezwał się inny. - W pustyni!... Otóż lękam się,
ażeby, zanim wróci do Memfis, nie spotkało go nieszczęście...
- Co mu kto zrobi, kiedy ma wojsko za sobą! Niech nie doczekam uczciwego pogrzebu, jeżeli
młody pan nie zrobi z kapłaństwem tak jak bawół z pszenicą...
- Oj ty głupi! - wtrącił milczący dotychczas balsamista. - Faraon podoła kapłanom!...
- Czemuż by nie?...
- A czy widziałeś kiedy, ażeby lew poszarpał piramidę?..
- Także gadanie!...
- Albo bawół roztrącił ją?
- Rozumie się, że nie roztrąci.
- A wicher obali piramidę?
- Co on dzisiaj wziął na wypytywanie?...
- No, więc ja ci mówię, że prędzej lew, bawół czy wicher przewróci piramidę, aniżeli
faraon pokona stan kapłański... Choćby ten faraon był lwem, bawołem i wichrem w jednej
osobie...
- Hej tam, wy! - zawołano z góry. - Gotów nieboszczyk?...
- Już...już... tylko mu szczęka opada-odpowiedziano z przysionka.
- Wszystko jedno... Dawać go tu prędzej, bo Izyda za godzinę musi iść do miasta...
Po chwili złota łódź wraz z nieboszczykiem za pomocą sznurów została podniesiona w górę,
na balkon wewnętrzny.
Z przysionka wchodziło się do wielkiej sali pomalowanej na kolor niebieski i ozdobionej
żółtymi gwiazdami. Przez całą długość sali do jednej ze ścian był przyczepiony niby ganek
w formie łuku, którego końce wznosiły się na piętro, środek na półtora piętra wysoko.
Sala wyobrażała sklepienie niebieskie, ganek drogę słońca na niebie, zmarły zaś faraon
miał być Ozirisem, czyli słońcem, które posuwa się od wschodu ku zachodowi.
Na dole sali stał tłum kapłanów i kapłanek, którzy oczekując na uroczystość rozmawiali o
rzeczach obojętnych.
- Gotowe!... - zawołano z balkonu.
Rozmowy umilkły. W górze rozległ się trzykrotny dźwięk śpiżowej blachy i - na balkonie
ukazała się złocista łódź słońca, w której jechał nieboszczyk.
Na dole zabrzmiał hymn na cześć słońca:
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional