lektory on-line

Faraon - Strona 78

tragarze i przekupnie spali. Świeciło się tylko w mieszkaniach pracujących rzemieślników
albo u ludzi bogatych, którzy ucztowali na płaskich dachach. W różnych stronach miasta
odzywały się dźwięki arf i fletów, śpiewy, śmiechy, kucie młotów, zgrzytanie pił
stolarskich. Czasem okrzyk pijacki, niekiedy wołanie o ratunek.
Ulice, którymi przechodził Phut i niewolnik, były po większej części ciasne, krzywe,
pełne wybojów. W miarę zbliżania się do celu podróży, kamienice były coraz niższe, domy
jednopiętrowe liczniejsze i więcej ogrodów, a raczej palm, fig i nędznych akacji, które
wychylały się spomiędzy murów, jakby miały zamiar uciec stąd.
Na ulicy Grobów widok nagle zmienił się. Miejsce kamienic zajęły rozległe ogrody, a wśród
nich - eleganckie pałacyki. Przed jedną z bram Murzyn zatrzymał się i zgasił pochodnią.
- Tu jest "Zielona Gwiazda" - rzekł i złożywszy Phutowi niski ukłon zawrócił do domu.
Harrańczyk zapukał do wrót. Po chwili ukazał się odźwierny. Uważnie obejrzał przybysza i
mruknął:
- Anael, Sachiel...
- Amabiel, Abalidot - odpowiedział Phut.
- Bądź pozdrowiony - rzekł odźwierny i szybko otworzył bramę.
Przeszedłszy kilkanaście kroków między drzewami Phut znalazł się w sieni pałacyku, gdzie
powitała go znajoma kapłanka. W głębi stał jakiś człowiek z czarną brodą i włosami, tak
podobny do harrańczyka, że przybysz nie mógł ukryć zdziwienia.
- On zastąpi cię w oczach tych, którzy cię śledzą -rzekła z uśmiechem kapłanka. Człowiek
przebrany za harrańczyka włożył sobie na głowę wieniec z róź i w towarzystwie kapłanki
poszedł na pierwsze piętro, gdzie niebawem rozległy się dźwięki fletu i szczęk pucharów.
Phuta zaś dwaj niżsi kapłani zaprowadzili do łaźni w ogrodzie. Tam, wykąpawszy go i
utrefiwszy włosy, włożyli na niego białe szaty. Z łazienki wszyscy trzej znowu wyszli
między drzewa; minęli kilka ogrodów, wreszcie znaleźli się na pustym placu.
- Tam - rzekł do Phuta jeden z kapłanów - są dawne groby, tam miasto, a tu świątynia.
Idź, gdzie chcesz, i niechaj mądrość wskazuje ci drogę, a święte słowa bronią od
niebezpieczeństw.
Dwaj kapłani cofnęli się do ogrodu, a Phut został sam. Noc bezksiężycowa była dość widna.
Z daleka, otulony we mgłę, migotał Nil, wyżej iskrzyło się siedem gwiazd Wielkiej
Niedźwiedzicy. Nad głową podróżnego wznosił się Orion, a nad ciemnymi pylonami płonęła
gwiazda Syriusz. "U nas gwiazdy mocniej świecą" - pomyślał Phut.
Zaczął szeptać modlitwy w nieznanym języku i skierował się ku świątyni.
Gdy odszedł kilkadziesiąt kroków, z jednego ogrodu wychylił się człowiek i śledził
podróżnego. Lecz prawie w tej samej chwili spadła tak gęsta mgła, że na placu, oprócz
dachów świątyni, nie można było nic dojrzeć. Po pewnym czasie harrańczyk natknął się na
wysoki mur. Spojrzał na niebo i począł iść ku zachodowi. Co chwilę przelatywały nad nim
nocne ptaki i wielkie nietoperze. Mgła zrobiła się tak gęsta, że musiał dotykać ściany,
aby jej nie zgubić. Wędrówka trwała dość długo, gdy nagle Phut znalazł się przed niską
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional