lektory on-line

Faraon - Strona 200

mieszkańców.
Nad ranem, kiedy czterej wioślarze zmęczeni zdrzemnęli się, spomiędzy zarośli
nadbrzeżnych wypłynęły nagle czółna prowadzone przez Greków i Chetów, otoczyły łódź
wiozącą kapłankę i porwały Kamę. Napad był tak szybki, że feniccy wioślarze nie stawiali
żadnego oporu; kapłance zaś widocznie zatkano usta, nawet bowiem nie zdążyła krzyknąć.
Dokonawszy świętokradzkiego czynu Chetowie i Grecy zniknęli w zaroślach, aby następnie
wydobyć się na morze. Celem zaś zabezpieczenia się od pościgu wywrócili czółno należące
do świątyni Astoreth.
W Pi-Bast zawrzało jak w ulu: cała ludność mówiła tylko o tym. Nawet domyślano się
sprawców zbrodni. Jedni posądzali Asyryjczyka Sargona, który ofiarował Kamie tytuł
małżonki, byle chciała opuścić świątynię i pojechać z nim do Niniwy. Inni zaś
podejrzewali Greka Lykona, który był śpiewakiem Astoreth i od dawna gorzał namiętnością
do Kamy. Był też o tyle bogatym, że mógł pozwolić sobie na wynajęcie greckich rabusiów a
o tyle bezbożnym, że zapewne nie wahałby się porwać kapłanki.
Rozumie się, że w świątyni Astoreth natychmiast zwołano radę najbogatszych i
najpobożniejszych wyznawców. Rada zaś przede wszystkim uchwaliła, ażeby uwolnić Kamę od
kapłańskich obowiązków i zdjąć z niej klątwy grożące dziewicom, które w służbie bogini
utraciły niewinność.
Było to rozporządzenie świątobliwe i mądre: jeżeli bowiem ktoś gwałtem porwał kapłankę i
pozbawił święceń wbrew jej woli, to nie godziło się jej karać.
W parę dni później, przy odgłosie rogów, ogłoszono wiernym w świątyni Astoreth, że
kapłanka Kama umarła i że gdyby kto spotkał kobietę podobną do niej, nie ma prawa mścić
się, a nawet czynić jej wyrzutów. Nie ona bowiem, nie kapłanka, opuściła boginię, ale
porwały ją złe duchy, za co będą ukarane.
Tego zaś samego dnia dostojny Hiram był u księcia Ramzesa i ofiarował mu, w złotej
puszce, pergamin opatrzony mnóstwem pieczęci kapłańskich i podpisami najznakomitszych
Fenicjan.
Był to wyrok duchownego sądu Astoreth, który uwalniał Kamę od ślubów i zdejmował z niej
klątwę niebios, byle tylko wyrzekła się swego kapłańskiego imienia.
Z tym dokumentem, gdy słońce zaszło, udał się książę do pewnej samotnej willi w swoim
ogrodzie. Otworzył drzwi nieznanym sposobem i wszedł na piętro do niewielkiego pokoju.
Przy świetle rzeźbionego kagańca, w którym paliła się wonna oliwa, książę zobaczył Kamę.
- Nareszcie!... - zawołał oddając jej złotą puszkę. - Masz wszystko, czego chciałaś!
Fenicjanka była rozgorączkowana; płonęły jej oczy. Porwała puszkę i obejrzawszy ją
rzuciła na podłogę.
- Myślisz, że ona jest złota?... - rzekła. - Oddam mój naszyjnik, że ta puszka jest
miedziana i tylko pokryta z dwu stron cienkimi blaszkami...
- Także mnie witasz?... - spytał zdziwiony książę.
- Bo znam moich braci - odparła. - Oni fałszują nie tylko złoto, ale rubiny i szafiry...
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional