lektory on-line

Faraon - Strona 174

potrafiła, nawet udoić owcy.
- Moje rączki nie są do roboty.
- Tylko do czego? - zdziwił się pisarz rozstawiając jej palce...
(Jak ja twoje, Kamo - rzekł następca pieszcząc drobną rączkę kapłanki.)
- Tylko do czego są takie ręce? - pytał pisarz figury.
- Ażebym nimi ciebie obejmowała za szyję.
- Chcesz mówić: za kark?... - wrzasnął przerażony pisarz, którego kapłani zawsze chwytali
za kark, gdy miał otrzymać plagi.
- Nie za kark - rzekła postać - tylko o tak...
I objęła go - ciągnął książę - rękoma za szyję, o tak... (Tu otoczył się rękoma
kapłanki...) i przytuliła go do swej piersi o tak, o... (Tu przytulił się do Kamy...)
- Panie, co robisz?... - szepnęła Kama. - Wszakże to śmierć moja...
- Bądź spokojna - odparł książę -ja ci tylko pokazuję, co tamta postać robiła z
pisarzem...
...Wtem zadrżała ziemia, pałac zniknął, znikły psy, konie i niewolnicy. Wzgórze pokryte
winogradem zmieniło się w opokę, drzewa oliwne w cierń, a pszenica w piasek...
Pisarz, gdy ocknął się w objęciach kochanki, zrozumiał, że jest takim nędzarzem, jakim
był wczoraj na gościńcu. Ale nie żałował swoich bogactw, ponieważ miał kobietę, która
kochała go i pieściła.
- Więc wszystko znikło, a ona nie znikła!... - zawołała naiwnie Kama.
- Litościwy Amon zostawił mu ją na pociechę - rzekł książę.
- O, to Amon był tylko dla pisarza litościwym -odparła Kama. - Ale co ma znaczyć ta
historia?
- Zgadnij. Wreszcie słyszałaś, czego biedny pisarz wyrzekł się za pocałunek kobiety...
- Ale tronu nie wyrzekłby się! - przerwała kapłanka.
- Kto wie?... gdyby go bardzo o to poproszono -szeptał namiętnie Ramzes.
- O nie!. .. - zawołała Kama wydzierając mu się z objęć. - Tronu niech się nie wyrzeka,
bo w takim razie cóż by zostało z jego obietnic dla Fenicji...
Oboje spojrzeli sobie w oczy długo... długo... W tej chwili książę uczuł niby ranę w
sercu i niby że z tej rany uciekło mu jakieś uczucie. Nie namiętność, bo namiętność
została, ale - szacunek i wiara w Kamę.
"Dziwne te Fenicjanki - pomyślał następca - można za nimi szaleć, lecz niepodobna im
ufać..."
Uczuł się znużonym i pożegnał Kamę. Spojrzał po komnacie, jakby trudno mu było rozstać
się z nią, i odchodząc rzekł do siebie:
"A jednak ty zostaniesz moją i bogowie feniccy nie zabiją cię, jeżeli dbają o swoje
świątynie i kapłanów."
Ledwie Ramzes opuścił willę Kamy, do pokoju kapłanki wpadł młody Grek, uderzająco piękny
i uderzająco podobny do egipskiego księcia. Na jego twarzy malowała się wściekłość.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional