lektory on-line

Faraon - Strona 109

Dagon zbladł i odparł spokojnym głosem:
- Co gada ten kramarz?... W Tyrze są moi synowie i uczą się żeglarstwa; w Sydonie siedzi
moja córka z mężem... Połowę mego mienia pożyczyłem radzie najwyższej, choć nie mam za to
nawet dziesięciu procent. A ten kramarz mówi, że mnie nie obchodzi Fenicja!...
Rabsun, posłuchaj mnie - dodał po chwili. - Ja życzę twojej żonie i dzieciom, i cieniom
twoich ojców, ażebyś ty o nich tyle dbał, ile ja o każdy okręt fenicki, o każdy kamień
Tyru, Sydonu, a nawet Zarpath i Achsibu...
- Dagon mówi prawdę - wtrącił Hiram.
- Ja nie dbam o Fenicję!... - ciągnął bankier zapalając się. - A ilu ja sprowadziłem tu
Fenicjan, ażeby robili majątki, i co mam z tego?... Ja nie dbam!... Hiram zepsuł mi dwa
okręty i pozbawił mnie wielkich zarobków, a przecie kiedy chodzi o Fenicją, ja usiadłem z
nim w jednym pokoju...
- Bo myślałeś, że będziecie gadali o tym, ażeby kogo oszukać - rzekł Rabsun.
- Źebyś ty tak myślał o skonaniu, głupi!... - odparł Dagon. - Niby ja jestem dziecko i
niby nie rozumiem, że jak Hiram przyjeżdża do Memfisu, to przecie on nie dla handlu
przyjeżdża. Oj ty, Rabsun!... Tyś powinien ze dwa lata być u mnie chłopcem do zamiatania
stajni...
- Dosyć!... - zawołał Hiram uderzając pięścią w stolik.
- My nigdy nie skończymy z tym kapłanem chaldejskim - mruknął Rabsun z takim spokojem,
jakby przed chwilą nie jego zwymyślano.
Hiram odchrząknął i zaczął.
- Ten człowiek ma naprawdę dom i grunta w Harranie i tam nazywa się Phut. Dostał listy od
kupców chetyjskich do kupców sydońskich, więc w podróż zabrała go nasza karawana. Sam
dobrze mówi po fenicku, płaci rzetelnie, nic osobliwego nie żąda, więc nasi ludzie nawet
bardzo go polubili.
- Ale - mówił Hiram podrapawszy się w brodę - gdy lew nakryje się skórą wołu, zawsze mu
choćby kawałek ogona wylezie. Ten Phut był strasznie mądry i pewny siebie, więc naczelnik
karawany po cichu zrewidował jego rzeczy. I nic nie znalazł, tylko medal bogini Astoreth.
Dowódcę karawany medal ten kolnął w serce. Skąd Chetyjczyk ma fenicki medal?...
Więc gdy przyjechali do Sydonu, zaraz zameldował starszym, i od tej pory nasza tajna
policja miała tego Phuta na oku.
Tymczasem jest to taki mędrzec, że gdy kilka dni posiedział w Sydonie, wszyscy go
pokochali. Modlił się on i składał ofiary bogini Astoreth, płacił złotem, nie pożyczał
pieniędzy, wdawał się tylko z Fenicjanami. I tak wszystkich otumanił, że dozór nad nim
osłabł, a on spokojnie dojechał do Memfisu.
Tu znowu nasza starszyzna zaczęła czuwać nad nim, ale nic nie odkryła; domyślała się
tylko, że musi to być wielki pan, nie zaś prosty mieszczanin harrański. Dopiero Asarhadon
przypadkiem wyśledził, a nawet nie wyśledził, tylko wpadł na poszlaki, że ten niby Phut
całą jedną noc przepędził w starej świątyni Seta, która tu wiele znaczy...
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional