lektory on-line

Faraon - Strona 159

niebezpieczeństwo. Jemu, który nie wydobywając miecza, samym spojrzeniem cały świat może
powalić do swych stóp. On, Ramzes, i niebezpieczeństwo!...
Gdy książę wyszedł spośród drzew, spostrzegł, że dom kapłanki jest bardziej oświetlony i
hałaśliwszy niż zwykle. Istotnie w pokojach i na tarasach było pełno gości, a i dokoła
pałacyku kręcił się tłum.
"Co to za banda?" - pomyślał książę.
Zebranie było niecodzienne. Niedaleko stał ogromny słoń dźwigający na grzbiecie złoconą
lektykę z purpurowymi frankami. Obok słonia rżało, kwiczało i w ogóle niecierpliwiło się
kilkanaście koni o grubych szyjach i nogach, z przewiązanymi u dołu ogonami, z metalowymi
niby-hełmami na głowach.
Między niespokojnymi, prawie dzikimi zwierzętami kręciło się kilkudziesięciu ludzi,
jakich Ramzes jeszcze nie widział. Mieli oni kudłate włosy, wielkie brody, śpiczaste
czapki z klapami na uszach. Jedni byli odziani w długie szaty z grubego sukna, spadające
do kostek, inni w krótkie surduty i spodnie, a niektórzy - w buty z cholewami. Wszystko
to było uzbrojone w miecze, łuki i włócznie.
Na widok tych cudzoziemców, silnych, niezgrabnych, śmiejących się ordynaryjnie,
cuchnących łojem i gadających nieznanym a twardym językiem, w księciu zagotowało się. Jak
lew, kiedy zobaczy obce zwierzę, choć niegłodny, zabiera się jednak do skoku, tak Ramzes,
chociaż ludzie ci nic mu nie zawinili, uczuł do nich straszną nienawiść. Drażnił go ich
język, ich ubiory, ich zapach, nawet ich konie. Krew uderzyła mu do głowy i sięgnął po
miecz, aby wpaść na tych ludzi i wymordować ich i ich zwierzęta. Ale ocknął się.
"Set rzucił na mnie urok?..." - pomyślał.
W tej chwili przeszedł koło niego nagi Egipcjanin w czepcu na głowie i opasce dokoła
bioder. Książę czuł, że ten człowiek jest mu miły, nawet drogi w tej chwili, bo to
Egipcjanin. Wydobył z worka złoty pierścionek wartości kilkunastu drachm i dał go
niewolnikowi.
- Słuchaj - spytał - co to za ludzie?
- Asyryjczycy - szepnął Egipcjanin i nienawiść błysnęła mu w oczach.
- Asyryjczycy!... - powtórzył książę. - Więc to są Asyryjczycy?... A co oni tu robią?...
- Ich pan, Sargon, zaleca się do kapłanki, do świętej Kamy, a oni go pilnują... Oby ich
trąd stoczył, świńskich synów...
- Możesz odejść.
Nagi człowiek nisko ukłonił się Ramzesowi i pobiegł zapewne do kuchni.
"Więc to są Asyryjczycy?... - myślał książę przypatrując się dziwacznym postaciom i
wsłuchując w nienawistny, choć niezrozumiały język. - Więc Asyryjczycy już są nad Nilem,
ażeby zbratać się z nami czy oszukać nas, a ich dostojnik Sargon zaleca się do Kamy?..."
Zawrócił do domu. Jego rozmarzenie zgasło przy blasku nowej, choć dopiero budzącej się
namiętności. On, człowiek szlachetny i łagodny, poczuł śmiertelną nienawiść do
odwiecznych wrogów Egiptu, z którymi zetknął się po raz pierwszy.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional