lektory on-line

Faraon - Strona 239

Przygotowania libijskie trwały bardzo krótko. Eks-żołnierze jego świątobliwości wprawdzie
przyszli bez broni, lecz znali swoje rzemiosło, a w owych czasach o broń nie było trudno.
Parę rzemyków czy parę kawałków sznurka na procę, włócznia albo zaostrzony kij, topór
albo ciężka pałka, jedna torba kamyków, a druga - daktylów, oto wszystko.
Oddał więc Musawasa dwa tysiące eks-żołnierzy i ze cztery tysiące libijskiej hołoty swemu
synowi Tehennie, zalecając mu, ażeby czym prędzej wpadł do Egiptu, zrabował, co się da, i
przygotował zapasy dla właściwej armii. Sam zaś gromadząc poważniejsze siły rozesłał
gońców po oazach i wzywał wszystkich, którzy nie mają nic do stracenia, pod swoje
sztandary.
Dawno w pustyni nie panował taki ruch jak dzisiaj. Z każdej oazy wychodziła gromada za
gromadą tak strasznych proletariuszów, że choć już byli prawie nadzy, jeszcze zasługiwali
na nazwę oberwańców.
Opierając się na zdaniu swoich doradców, którzy jeszcze miesiąc temu byli oficerami jego
świątobliwości, Musawasa całkiem rozsądnie przypuszczał, że jego syn pierwej zrabuje
kilkaset wsi i miasteczek od Terenuthis do Senti-Nofer, zanim spotka jakieś poważniejsze
siły egipskie. Wreszcie doniesiono mu, że na pierwszą wieść o ruchu Libijczyków nie tylko
uciekli wszyscy robotnicy z wielkiej huty szklannej, ale nawet, że cofnęło się wojsko
zajmujące forteczki w Sochet-Hemau, nad Jeziorami Sodowymi.
Była to bardzo dobra wróżba dla barbarzyńców; huta bowiem szklanna stanowiła poważne
źródło dochodów dla faraonowego skarbca.
Otóż Musawasa popełnił błąd taki sam jak najwyższa rada kapłańska: nie przeczuł wojennego
geniuszu w Ramzesie. I stała się rzecz nadzwyczajna: zanim pierwszy korpus libijski
dotarł do okolicy Sodowych Jezior, już w tym miejscu znalazła się dwa razy liczniejsza
armia następcy tronu.
Nie można nawet zarzucać Libijczykom nieprzezorności. Tehenna i jego sztab utworzyli
bardzo porządną służbę wywiadowczą. Ich szpiegowie niejednokrotnie byli w Melcatis,
Naucratis, Sai, Menuf, Terenuthis i przepływali kanopijskie i bolbityńskie ramiona Nilu.
Nigdzie jednak nie spotkali wojsk, których ruchy musiał paraliżować wylew, a zaś prawie
wszędzie widzieli popłoch ludności osiadłej, która po prostu uciekała ze wsi
pogranicznych.
Przynosili więc swemu dowódcy jak najlepsze wiadomości. A tymczasem armia księcia
Ramzesa, pomimo wylewu, w ośm dni po uruchomieniu dotarła brzegu pustyni i zaopatrzona w
wodę i żywność przepadła między górami Sodowych Jezior.
Gdyby Tehenna mógł jak orzeł wzbić się ponad stanowiska swojej bandy, struchlałby
zobaczywszy, że we wszystkich wąwozach tej okolicy kryją się egipskie pułki i - że lada
chwilę korpus jego zostanie otoczony.
ROZDZIAŁ CZTERDZIESTY TRZECI
Od chwili kiedy wojska Dolnego Egiptu wyszły z Pi-Bast, towarzyszący księciu prorok
Mentezufis odbierał i wysyłał po kilka depesz dziennie.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional