lektury on-line

Kategorie

Lektury › Iliada - Homer › Strona 100

Iliada - Homer - Strona 100

Nestor jeszcze w namiocie pragnienie uśmierza,
Gdy go w uszy straszliwy krzyk mężów uderza. — «Ach! Machaonie — rzecze — jakież nasze losy? Coraz większe się w polu rozlegają głosy. Ty pij tymczasem wino, póki Hekameda
Na obmycie twej rany łaźni ciepłej nie da,
Ja wybiegnę, bym widział i stan wojowników,
I co jest za przyczyna tych strasznych okrzyków». Rzekł i zaraz się starzec uzbrajać poczyna:
Świecący bierze puklerz Trazymeda, syna,
Który z ojcowską tarczą w polu się potyka;
W rękach Nestora błyszczy nieprzełomna pika. Wychodzi. Jak mu widok smutny w oczach stanie! Tych zbili, drugich pędzą zażarci Trojanie;
Nawet już przełamany widzi mur warowny. Jako gdy wkrótce powstać ma wicher gwałtowny,
Czujący falę wody Ocean zamroczy,
Ale dopóty czarnych bałwanów nie toczy,
Póki silny wiatr w pewną stronę nie zawieje,
Tak się w swych myślach starzec zawieszony chwieje,
Czy ma się rzucić wpośród pierzchającej rzeszy,
Czy też raczej do króla narodów pośpieszy? Przemogła myśl ostatnia. Idzie, a tymczasem
Rozpoczęta trwa walka z niezmiernym hałasem:
Szczęk mieczów, broni trwożą przeraźliwe błyski,
Tłukąc się wzajem, jęczą miedziane pociski. Atryd, Odys, Diomed, ranne w polu wodze,
Wyszły z naw i z Nestorem schodzą się na drodze. Z dala od bojowiska ich okręty stały,
Często bite od morza pienistymi wały,
Te, co wprzód doszły lądu, wyciągniono z wody
I murem zasłoniono od wszelkiej przygody,
Lecz wszystkim największego miejsca jeszcze mało. Aby się więc gdzie wojsko rozpościerać miało,
Na kształt szczeblów oparte są jedne o drugie
I brzegi wśród przylądków napełniają długie. Wyszli, żeby się rzeczy przypatrzyli z bliska,
Idą wsparci na dzidach, smutek serca ściska;
Widok Nestora bardziej jeszcze ich zatrwożył. — «Ty, w którym naród Greków nadzieję położył! Król Myken rzekł — Ty chwało i podporo ludu! Po co idziesz, męskiego zaniechawszy trudu? Lękam się, by nas Hektor zajadły nie zgubił,
Jak na radzie trojańskiej dumnie z tym się chlubił. Że nie wprzódy do pysznych wróci Troi grodów,
Aż po zniszczeniu floty i greckich narodów. Tak groził: nie jesteśmy od zguby dalecy…»
— «Nieszczęście — Nestor mówi — ściska nas dokoła,
Zeus z piorunem w ręku wybawić nie zdoła. Warownia i okrętów, i greckiej młodzieży,
Z tak wielką dźwignion pracą mur zwalony leży. Zajadły nieprzyjaciel bój przy nawach toczy,
Najbystrzejsze rozeznać nie potrafią oczy,
Z której strony achajskie walczą wojowniki,
W takim zamęcie rzeź, w takim pomieszaniu krzyki. Naradźmy się atoli, co czynić wypada,
Może nam jeszcze natchnie jaki sposób rada. Was nie wzywam do boju; rzecz byłaby próżna:
Bo jak jesteście, w stanie tym walczyć nie można». A król: — «Gdy przy namiotach już wrze bój gwałtowny,
Ani nas rów zasłonił, ani mur warowny,
Dzieło, nad którym tyle potu-śmy wyleli,
Żebyśmy w nim zasłonę wojska i naw mieli,
Trudno wątpić, że taka Zeusa jest wola,
By Grecy sprośnie trupem te zalegli pola.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia