lektury on-line

Kategorie

Lektury › Iliada - Homer › Strona 130

Iliada - Homer - Strona 130

Już Hektor pyszną dzierży zbroję,
Wtenczas dan Pelejowi upominek drogi,
Gdy cię w łoże śmiertelne wprowadzały bogi. Obyś była została w bogiń morskich gronie,
A Pelej był w śmiertelnej pokochał się żonie! Dziś cię smutne z człowiekiem połączyły śluby,
Żebyś rzewnie płakała twego syna zguby. Nie uściskasz go więcej po wojennym trudzie! Ja żyć nie chcę i pierwej nie ujrzą mnie ludzie,
Póki mą dzidą Hektor żywota nie straci
I swą śmiercią Patrokla śmierci nie opłaci». A Tetys wylewając hojne łez potoki:
— «Ach, synu! Sam przyśpieszasz twej śmierci wyroki. Jeżeli Hektor zginie, twój zgon się nie zwlecze». — «Niech zginę zaraz — rycerz zapalony rzecze
Gdy od tego nieszczęścia los mnie nie uchronił,
By umarł mój przyjaciel, a jam go nie bronił… Choć moja krzywda ciężka, potrzebie ulegnę,
Wraz na zabójcę mego przyjaciela biegnę;
Potem niechaj śmierć na mnie spełni wyrok srogi,
Jak wielki Kronid zechce i Olimpu bogi… Nie odradzaj mi, matko! Twe łzy, twe zaklęcia
Niezdolne mnie od tego cofnąć przedsięwzięcia». Na to mówi królowa srebrnopłynnych toni:
— «Czynu tak chwalebnego matka ci nie broni. Z niebezpieczeństwa, które wkoło ich ścisnęło,
Wyrwać swych towarzyszów, rycerskie jest dzieło… Ale póty się hamuj w bojowym zapędzie,
Dopóki tu do ciebie matka nie przybędzie. Jutro z pierwszym promieniem obaczysz mnie rano,
Z piękną zbroją przez władcę Hefajsta kowaną». Wraz tym słowem ostrzega sióstr Nereid grono:
— «Wy powróćcie się w morza niezgłębnego łono,
Gdzie podeszły nasz ojciec ma pałac wspaniały,
I powiedzcie mu wszystko, coście tu słyszały. Ja śpieszę do Hefajsta, czy na prośbę moję
Nie skłoni się dla syna nową ukuć zbroję». Rzekła; nimfy się skryły w ocean głęboki. Sama dąży szybkimi do Olimpu kroki,
By przyniosła dla ciebie zbroję, Achillesie. Gdy Tetydę lot bystry do górnych bram niesie,
Z strasznym okrzykiem Greków Hektor pędzi wściekły:
Zlękłe roty do brzegów i floty uciekły;
Mimo pracy rycerzy jeszcze nie zostało
Bezpieczne od obelgi zabitego ciało. Już piechoty, już jazdy orszak je okrążył
I Hektor, co jak pożar zapalony dążył,
Trzykroć chcąc zostać panem tak srogiej zdobyczy,
Chwyta za nogi trupa i na Trojan krzyczy;
Trzykroć Ajasy, w męską przyodziani śmiałość,
Odparli natarczywą Hektora zuchwałość. On, rozżarty, już na nich z nową mocą godzi,
Już, stojąc, na swych woła, ale nie uchodzi. Jak pasterz pilnujący trzód na bujnej paszy,
Głodnego lwa od bydła niełatwo odstraszy:
Tak Ajasy, choć groźni męstwem, bronią srogą,
Zajadłego Hektora zatrwożyć nie mogą. I byłby wyrwał trupa, wieczną zyskał chwałę,
Gdy Hera, chcąc odwrócić tak wielką zakałę,
Szybką Irydę zsyła z górnych nieba progów… Zbliżywszy się posłanka tak rycerza budzi:
— «Wstań, Pelido, ze wszystkich najstraszniejszy ludzi! Daj pomoc Patroklowi! Dla niego bój krwawy
Obiedwie toczą strony przed samymi nawy;
Mnóstwo rycerzy ginie, okrutna rzeź wzrasta,
Ci chcą ocalić trupa, ci porwać do miasta;
Najbardziej bije Hektor, bo sobie uradził,
Aby mu odciął głowę i na pal ją wsadził.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia