lektury on-line

Kategorie

Lektury › Iliada - Homer › Strona 141

Iliada - Homer - Strona 141

Gdzie się podziały groźby, gdy zagrzany winem
Przyrzekałeś się spotkać sam z Peleja synem»? — «Pryjamido — wódz mówi — czemu mnie chcesz kusić? Czemu mnie chcesz do boju z Achillem przymusić? Nie pierwszy raz bym jego broni się nastawił;
Lecz mnie dzidą już przegnał, już strachem nabawił,
Kiedy na Idzie nasze opanował trzody
I wywrócił Lirnesu i Pedazu grody. Gdyby w tej bitwie Kronid nie był mnie ochronił,
Gdyby nie dał szybkości, gdy mnie Pelid gonił,
Z rąk jego i Pallady wziąłbym raz śmiertelny… Próżno na niego rzuca człowiek pocisk celny;
Wszystkie od niego ciosy odwraca bóg bliski,
A jego w ciele więzgną niechybne pociski. Gdyby nas obu równą chwałą bóg ozdobił,
Choćby cały był z miedzi, nic by mi nie zrobił». — «Nie lękaj się — Feb rzecze — z tym rycerzem starcia. Nie maszli chętnych bogów dla twojego wsparcia? Wszakże mówią, że ciebie piękna Kiprys rodzi,
A on z niższej nierównie bogini pochodzi… Więc hańba, gdybyś groźbą lub wzgardą się trwożył». Tymi słowy rycerski duch w piersiach nasrożył:
Zatem przed pierwsze rzędy szedł zuchwałym krokiem… Piersi swoje zasłania tarczą nieprzełomną,
W silnym zaś ręku dzidą wykręca ogromną. Wielki Achilles prosto przeciw niemu zmierza. Jako lew, na którego wieś cała uderza,
Zuchwale idzie, gardząc grożącym mu razem;
Lecz gdy go który młodzian dosięgnie żelazem,
Zwraca się, pysk otwiera, kły ostre zapienia,
Jęczy i z piersi straszne wydając ryczenia
Zabiera się do walki z mnóstwem uzbrojonem
I boki oba długim uderza ogonem,
A tocząc wzrok okropny, wpada pośród grotów,
Lub zabić kogo z mężów, lub sam zginąć gotów:
Tak wielkiego Achilla niesie zapał męski,
Aby starł z Ajnejaszem swój oręż zwycięski. Gdy zaś już mieli z sobą rozpocząć bój srogi,
Do przeciwnika mówi Pelid prędkonogi:
— «Co ty rokować sobie możesz stąd rozumnie,
Że twe hufce rzuciwszy, śmiało bieżysz ku mnie? Sądzisz, że trupem z twojej polegnę prawicy?… Lecz wątpię, żebyś takiej palmy się doczekał
I podobnoś już przed mym oszczepem uciekał. Czyliś zapomniał, kiedy samego u trzody
Napadłszy, z góry Idy ścigałem w zawody? Nie rzuciłeś w tył okiem, uciekałeś zbladły
Do Lirnesu, którego wkrótce mury padły. Z Zeusem i Palladą jam to miasto zwalił,
Wziąłem prześliczne branki; ciebie bóg ocalił. Dziś sobie, że cię zbawi, pochlebiasz daremnie;
Twoim zuchwalstwem gniewu nie pomnażaj we mnie. Ustąp się z oczu moich i ukryj się w tłumie! Bezrozumny, kto szkody przewidzieć nie umie»! — «Achillu! — rzekł Trojanin — źle znasz Ajnejasza,
Jeśli mniemasz, że twoja groźba go zastrasza. Słownych przekazów drobna obawia się dziatwa:
Na obelgę — obelgą odpowiedź jest łatwa… Po co kłótnie? Rzemiosło bohaterów inne,
Mężne starcie jest bronią, nie swary dziecinne… Język lata i podłych słów nie umie szczędzić;
Nie wiem zatem, byś z pola groźbą mógł mnie spędzić. W innej walce ci trzeba doświadczyć mnie próbie:
Nuż więc! Długimi dzidy walczmy przeciw sobie! Wraz ogromnym uderzył w świetny puklerz ciosem,
Ten silnie wstrząśnion brzęknął straszliwym odgłosem.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia