lektury on-line

Kategorie

Lektury › Iliada - Homer › Strona 91

Iliada - Homer - Strona 91

Do naw greckich zbliżywszy Hektora z Trojany,
Zostawił ich tam Kronid na znój, śmierć i rany;
Tymczasem konnych Traków przeglądał siedliska
I Mizów, co orężem zręcznie robią z bliska,
I naród Hippomolgów, którzy mleko piją,
Najsprawiedliwsi z ludzi, i najdłużej żyją. Na Ilijon nie patrzał, pewny, że nikt z bogów
Nie będzie śmiał z niebieskich wysunąć się progów,
Aby na pomoc Grekom pospieszył lub Troi. Lecz niepróżno na straży Posejdaon stoi. Wstąpiwszy na wierzch Samu drzewami zarosły,
Które dumny grzbiet jego wyżej jeszcze wzniosły,
Skąd widać Idę, Troję i achajskie łodzie,
Patrzał na mężów prace w Aresa zawodzie. Przewaga Trojan, Greków bolała go strata,
Przeto się bardzo gniewał na swojego brata. Zszedł z przepaścistej góry, a lasy i skały
Pod władcy Posejdona stopą się wstrząsały… Jadąc zaledwie wody szybkim dotknie biegiem:
Przybył, gdzie stały greckie okręty nad brzegiem… Podobni do pożaru albo nawałnicy,
Za Hektorem trojańscy idą wojownicy;
Ściśnione hufce okrzyk wydają straszliwy
Pewne, że wezmą nawy i wyrżną Achiwy. Lecz bóg, który grożące wały na świat leje,
Ożywia w Grekach męstwo, zapał i nadzieje;
Udaje głos Kalchasa, jego postać bierze
I Ajasy zapala, dwa pierwsze rycerze:
— «Wy zachowajcie Greków do ostatniej klęski,
Ale nie przez ucieczkę, lecz przez umysł męski. Gdzie indziej ja trojańskiej nie lękam się siły:
Choć się ich wojska tłumem przez mur przewaliły,
Silny odpór im dadzą Achaje waleczne;
Tu nam niebezpieczeństwo grozi ostateczne. Hektor, co się Zeusa synem być powiada,
Z największą zajadłością tu na Greki wpada. Lecz jeśli was tą myślą który bóg zapali,
Byście i sami bili, i drugich zagrzali,
Próżno się Hektor wściekły okręty wziąć kusi:
Choćby z nim sam był Zeus, odpartym być musi». Rzekł i dotknął ich berłem. Nadzwyczajną wodze
Moc w ręku, zapał w piersiach, lekkość czują w nodze. Zaraz im zniknął z oczu. Jak bystrymi pióry
Upada na dół jastrząb ze skalistej góry,
Gdy lecącego ptaka pod sobą postrzega:
Tak prędko Posejdon tych wodzów odbiega. Pierwszy to poczuł Ajas, syn Oilejowy,
I do Telamonida tymi rzecze słowy:
— «Pewnie bóg jaki, pewnie który z nieśmiertelnych
W kształcie wieszczka zagrzewa nas do czynów dzielnych,
Choć przybrał twarz Kalchasa, wyroków tłumacza,
Krok jego, gdy odchodził, coś więcej oznacza. Na próżno się chciał ukryć; boga w nim poznałem,
Piersi moje niezwykłym przejęte zapałem,
Cały gorę za bojem, nie znam w sercu trwogi,
Drżą mi przez niecierpliwość i ręce, i nogi». Na to syn Telamona: — «Taż sama odwaga,
Tenże zapał, co w twoim, w mym sercu się wzmaga. Czuję, jak ręka chciwa broni, noga skora:
Sam jeden bym uderzył śmiało na Hektora». Tak z nich każdy nad własnym uczuciem się dziwił,
Obadwa pełni boga, który ich ożywił. Posejdon spieszył znowu tylne zagrzać szyki:
Znużone spoczywały chwilę wojowniki,
Członki zdrętwiałe, już im siły nie wystarcza,
Lecz jeszcze jaki smutek umysły obarcza!
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia