lektury on-line

Kategorie

Lektury › Iliada - Homer › Strona 137

Iliada - Homer - Strona 137

Gniewny Zeus i Mojra, i Jędza szalona
W cieniach nocy błądząca — wlały złość do łona
Wtenczas, gdy Achillowi śmiałem gwałt wyrządzić. Zaślepiony od bogów, jakżem nie miał zbłądzić?… Chciał Zeus mym zaślepieniem srodze mi zaszkodzić;
Ja dziś błąd mój uznaję, pragnę go nagrodzić. Bierz broń, lud zapal, aby w męstwie nie ustawał;
Dam wszystko, com niedawno przez Odysa dawał. Lecz choć w pole cię zapał najgorętszy niesie,
Proszę, byś się zatrzymał chwilę, Achillesie! Wnet słudzy zniosą dary, a wtedy rozumiem,
Sam uznasz, że dla ciebie skąpym być nie umiem». — «Królu, dzierżący berło twych przodków dziedziczne —
Rzekł Pelid — godny rządzić narody tak liczne! Czy dasz, czy też zatrzymasz pyszne dary twoje,
Czyń, co ci się podoba. My zaś bierzmy zbroje,
Niechaj na słowach droga chwila nie upływa,
Idźmy walczyć, rąk naszych wielkie dzieło wzywa»!… — «Bogów synu! — Odyseusz tymi rzecze słowy —
Achillu! Hamuj w sobie zapał Aresowy
I głodnych ludzi w pole nie prowadź niebacznie;
Bo gdy raz bój uparty z Trojany się zacznie,
A bóg w piersi rycerzom odwagę wlać raczy,
Nierychły bardzo koniec ta walka obaczy. Każ, niech w namiotach wojsko chleb i wino bierze:
Chleb i wino do boju umacnia rycerze. Nikt nie dotrzyma pola do słońca zachodu,
Kto cierpi we wnętrznościach przykre czucie głodu;
Przy najdzielniejszym sercu członki mu słabieją,
Pod niebem i pragnieniem kolana się chwieją. Inny jest mąż, gdy dobrze pokarmu użyje:
Silny, niezmordowany, cały dzień się bije,
Nie osłabi go praca ani ciężar zbroi,
Póki wszyscy nie zejdą, na placu dostoi. Zatem posiłek wojsku każ wziąć, Achillesie! Tymczasem Agamemnon upominki zniesie. Niech je wszystek lud widzi, a ty na nie okiem
Rzuciwszy, tak przyjemnym uciesz się widokiem!…»
Atryd na to: — «Odysie! Dobrze radzić zwykły,
Nowym stwierdzasz dowodem twój rozum przenikły… Achilles niecierpliwy, że się bitwa zwleka,
Niechaj na prośbę moją kilka chwil zaczeka… Tobie zaś przyjacielu zdaję to życzliwy:
Najpierwszą młódź wybrawszy pomiędzy Achiwy,
Pójdź do namiotu mego z rycerstwa ozdobą,
Przynieś dary, przyprowadź razem branki z sobą». — «Przemożny ludów królu! — rzekł Achilles boski —
Proszę, byśmy podobne odłożyli troski
Na ów czas, gdy po walce wytchniemy przyjemnie,
A ogień ten zwolnieje, co się pali we mnie. Leżą trupy rycerzy: Pryjamid ich pobił,
Kiedy go chwałą Zeus przemożny ozdobił,
A wy chcecie używać słodyczy biesiady! Ach! Gdyby mojej chciano usłuchać tu rady,
W tym Grek momencie, gardząc pragnieniem i głodem,
Upartą zwiódłby walkę z zdradzieckim narodem. Wieczorem stół zastawim, weźmiem w ręce czasze;
Słodka uczta, gdy zmyjem we krwi krzywdy nasze! Teraz możeż smakować biesiada wesoła,
Gdy zabity przyjaciel mój o zemstę woła,
Gdy towarzysze łzami kropią jego zwłoki? Nie łaknę, tylko rzezi, jęków i posoki». Jemu jeszcze Odyseusz mądry odpowiada:
— «Achillu! W którym zaszczyt lud grecki posiada,
W polu, gdzie twoja włócznia gęste trupy kładzie,
Dam ci pierwszość; ty pierwsze daj mi miejsce w radzie.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia