Chętnie się do nich ojciec nieśmiertelnych skłania
I mówi do Pallady: «Bież, córo, bez zwłoki,
Gdzie i Grek, i Trojanin zajął plac szeroki,
I dokaż, że Trojanin, pomimo przymierzy,
Na Greki świeżą chwałą wyniosłe uderzy». Tym słowem wrzącą z siebie Palladę podżega;
Wraz bogini z Olimpu śnieżystego zbiega. Jak gdy zesłana gwiazda od Zeusa błyśnie,
W żeglarzach, w wojsku serca nagły przestrach ściśnie
Z niej tysiąc iskier pada i blask sypie złoty:
Tak się zniżała Pallas między zbrojne roty. Wszystkich tam zadumienie objęło niezmierne,
I waleczne Trojany, i Greki pancerne;
Na dwie strony ten widok rycerze tłumaczą:
— «Ach! — mówią — znowu krwawe bitwy nam się znaczą,
Albo się też i pokój żądany odrodzi;
Wszak Zeus waśni ludzi i Zeus ich godzi». Takie wnioski czynili Grecy i Trojanie,
Kiedy Pallas wpośrodku hufców zbrojnych stanie,
Wydając się na twarzy mężnym Laodokiem;
Pandara między szyki bystrym śledzi okiem;
Postrzega bohatera, a przy nim rycerze
Od Ajzepu ściągnieni, przybrani w puklerze. Do niego Pallas rzecze: «Synu Likaona,
Czy twoja, co ci rzeknę, prawica wykona? Wypuść na Menelaja z łuku zgubną strzałę,
Pozyskasz stąd u Trojan znakomitą chwałę;
Od Parysa w nagrodę takiego uczynku
Wielkiego się spodziewać możesz upominku. Czegóż by ten bohater mógł odmówić tobie,
Gdy z twej ręki Menelaj w smutnym legnie grobie? Nuż więc, na króla Sparty puść grot zaostrzony;
A likijskiemu bogu, co łukiem wsławiony,
Ślubuj setne w ofierze jagniąt pierworody,
Gdy w ojczystej Zelei święte wrócisz grody». Tak mówiła bogini, a chytra jej rada
Niebacznemu mężowi do serca przypada. Zatem świetny łuk bierze, ów łup okazały
Z dzikiego kozła, który gdy wyszedł ze skały,
Na zasadzce ukryty bohater nań galił
I ugodziwszy w piersi, na ziemię obalił. Ten długie na szesnaście dłoni nosił rogi;
Przecudnie sztukmistrz umiał wykształcić łup drogi:
Pyszny róg wystrugawszy, łuk z niego wyrobił
I oba jego końce złotem przyozdobił. Ten łuk napina Pandar i do ziemi chyli;
Wierni go towarzysze tarczami okryli,
Aby go pierwej greckie nie postrzegły męże,
Niżeli zgubnym grotem Atryda dosięże. Nie używaną jeszcze strzałę wziął w kołczanie,
Strzałę, co tylu bólów przyczyną się stanie,
Piórami nastrzępioną, raniącą straszliwie,
Umiejętnie na tęgiej nakłada cięciwie,
A likijskiemu bogu, co strzela z daleka,
W dom wróciwszy, stugłową ofiarę przyrzeka. Już grot wsparty na wierzchu, pierś dotyka żyły,
Gdy obwód skrzywił z wielkim natężeniem siły;
Szczękła struna, łuk warknął, a strzała skrzydlata,
Okrutny cios niosąca na Greki wylata. Lecz, Menelaju! Bogi pamiętne o tobie:
Pierwsza na pomoc Pallas w złej przybiegła dobie. A jak matka z śpiącego dziecka muchę zgania,
Tak ona grot odpędza i ciebie zasłania. Tam odwróciła strzałę, gdzie spięty pas złotem,
Drugim się stał kirysem przed śmiertelnym grotem.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.