Ogromną bierze dzidę, a nie szczędząc kroku,
Bieży spieszno i staje przy Ajasa boku. Widząc łuk Teukra, boskim osłabiony cudem,
Hektor między trojańskim głośno woła ludem:
— «Walczcie! Gdzie z taką chwałą bitwa rozpoczęta. Niech każdy z was o dawnej sławie swej pamięta! Widziałem na me oczy, jak bezsilne strzały
W ręku najbieglejszego rycerza zostały. Zeus to sam dokazał i znak jest niemylny,
Dla kogo on niechętny, a komu przychylny:
Dziś od niego Achajów zmniejszona odwaga,
Dziś przeciwko nim bije, a nam dopomaga. Walczcie więc, bo zwycięstwem pewnym się zaszczyciem. Kto ma paść, niech bez żalu rozstanie się z życiem! Ach! Jak tu dla rycerza chwały plac jest żyzny! Pięknie mu z bronią w ręku umrzeć dla ojczyzny,
A dom swój, żonę, dzieci, majątek ocali,
Gdy męstwem swym Achąjów z tych brzegów oddali». Tak Hektor w serca wszystkich zapał swój przelewał. Nie z mniejszą Ajas siłą Achajów zagrzewał:
— «Mężowie! Dziś najsroższych klęsk jesteśmy bliscy,
Albo ocalim flotę, albo zginiem wszyscy. Mniemacieli, gdy Hektor nam panem zostanie,
Że możecie piechotą przejść po oceanie? Nie widzicieli, jak on rzuca się gwałtownie? Jak zapala, jak woła na Trojan o głownie? Nie na tańce ich wzywa, lecz żeby nas dobić. Ja sądzę, że nie możem nic lepszego zrobić,
Jako gdy nasz zmieszamy oręż z ich orężem:
Niech już raz albo zginiem, albo też zwyciężem»! W gorących sercach nową wzniecił żądzę sławy:
Miedzianym z tarczy murem otoczyli nawy;
Zeus wzmaga w Trojanach zapał i nadzieje,
A Menelaj tak serce w Antylochu grzeje:
— «Nikt z tobą, Antylochu, z achajskich rycerzy
Ni miłością, ni biegiem, ni siłą się zmierzy. Wyskocz, byś kogo z wodzów trojańskich obalił». Tym słowem jego zagrzał, a sam się oddalił. Z błyszczącą zaraz dzidą przed pierwszymi stanie,
Na jego widok trwożni uchodzą Trojanie;
Jednak nie był rycerza zamach bezskuteczny:
Gdy śmiało biegł do boju Melanip waleczny,
W piersi raz dostał, upadł tym zwalony ciosem,
A zbroja na nim smutnym zajękła odgłosem. Jak szybko przyskakuje bystry chart do łani,
Gdy ją myśliwiec z kniei wychodzącą rani:
Tak prędko pierwszy z greckiej Antyloch młodzieży,
By z ciebie, Melanipie, ściągnąć zbroję, bieży. Ale próżny był zapęd, bo go Hektor zoczył,
I tchnąc zemstą za brata, przeciw niemu skoczył. Antyloch, lubo dzielny bohater, nie czeka,
Zbiera swe wszystkie siły i co tchu ucieka. Jak zwierz srogi, niemałe gdy porobi szkody,
Zabije psa lub męża broniącego trzody,
Chroni się wprzód, nim mnóstwo pasterzy się zbiegnie:
Tak on ucieka, skoro Hektora postrzegnie. Krzyczą za nim Trojanie, gęste miecą groty. Zwrócił czoło, ze swymi złączywszy się roty. Jak lwy do naw Trojanie szli wielkimi kroki
Tak się spełniały boskie Zeusa wyroki. Z jego woli Dardanin śmiałości nabierał,
On w Greku męstwo słabił, chwałę mu wydzierał,
On chciał imię Hektora zrobić wiekuiste,
Iż pierwszy rzucił głownie na flotę ogniste:
Tak Tetydzie uiszczał, co jej przyrzec raczył,
Więc czekał, aby ogień na nawach obaczył.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.