Tak czuwali Trojanie, gdy na Greków padła
Zimnego strachu siostra, Ucieczka wybladła:
Ranne bólem, najstarsze umysły się chwieją. Jak gdy nagle z Zefirem Boreasz zawieją
Burząc ocean od ryb mnogich zamieszkany,
Na bałwanach się czarne podnoszą bałwany
Zielsko i pianę miecąc morskiego łożyska:
Tak strach w Achajów piersiach drżącym sercem ciska. Obchodzi Agamemnon, cały w smutku, w trwodze,
I woźnym rozkazuje zwołać pierwsze wodze,
Lecz razem głos miarkować. Jego wspólna strata
Najmocniej boli, jego najwięcej przygniata. Usiadły wodze, troski na wszystkich wyryte. Powstał król Agamemnon, łzy lejąc obfite
Jak zdrój, który spod skały bystrym nurtem ciecze,
I gęstym przerywane jękiem słowa rzecze:
— «Przyjaciele, wodzowie, plemię wojny boga! W ciężką mnie trudność wprawia Zeusa moc sroga:
Bo, nielitosny, przedtem dał mi obietnicę,
Że nie wrócę, aż Trojan obalę stolicę. Teraz mi każe płynąć do Argos bez sławy,
Kiedym już tyle ludu stracił przez bój krwawy… Więc czas już do kochanej ojczyzny pośpieszyć,
Bo trudno się nad Troją zwycięstwem ucieszyć». Rzekł, a na to ucichło całe zgromadzenie,
I długo smutnym wargi ścisnęło milczenie;
Aż nareszcie Diomed waleczny tak powie:
— «Nie miej za złe, że płochej sprzeciwiam się mowie… Jeśli sam chcesz powracać, powracaj w tej porze,
Nawy twe bliskie brzegów, otwarte jest morze;
Drudzy zostaną Grecy, aż Troi dobędą. Jeśli i ci chcą wrócić, niech na nawy wsiędą,
Niech płyną; my haniebnej ucieczki nie dzielem
I póki będziem walczyć oba ze Stenelem,
Aż dumne wywrócimy Ilijonu grody,
Bośmy tu za boskimi przybili powody». Rycerski Diomeda głos wszystkich przenika
I zadziwiona rada z poklaskiem wykrzyka,
Gdy stary powstał Nestor: — «Godny ojca synu! Nie tylko słyniesz w polu z rycerskiego czynu
I radą pierwszy jesteś w rówienników rzędzie. Nikt z Greków czucia twego naganiać nie będzie. Wszyscy, co tu jesteśmy, zgodzimy się na nie;
Najgłówniejsze atoli opuściłeś zdanie… Teraz nocy słuchajmy, gotujmy wieczerze,
Niech za murem przy rowie straż mają rycerze! Najlepiej tę powinność poruczyć młodzieży. Królu, masz moc, do ciebie rozkazać należy. Wiekiem zaś oświeconych przywołaj na radę
I daj im, jak przystoi, w namiocie biesiadę… A kiedy się wybrani wodzowie zgromadzą,
Najlepszą radę przyjmiesz, jaką natchną nieba. Ach! Jak dziś Grekom rady roztropnej potrzeba! Trojanin ognie pali przy okrętach blisko:
Któż zimno patrzeć może na to widowisko? Ta noc lub zgubi wojsko nasze, lub ocali». Tak rzekł, a wszyscy jego radzie się poddali. Wraz się na straż rycerze wyprawiają młodzi:
Nestora syn, Trazymed, najpierwszy wychodzi,
Za nim Jalmen, Askalaf, Aresowe syny,
Afarej i Deipir, i śmiałymi czyny
Sławny Meryjon, siódmy — zacny syn Kreona. Idzie młodzież długimi dzidy uzbrojona,
Siedmiu wodzów, swej rocie każdy przewodniczył,
Każdy pod swoją władzą stu młodzieńców liczył. Z bronią w ręku przy rowie i murze zasiedli,
Tam zapalili ognie i wieczerzę jedli.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.