lektury on-line

Kategorie

Lektury › Iliada - Homer › Strona 98

Iliada - Homer - Strona 98

To rzekłszy, zdartą zbroję swym ludziom oddaje,
Sam zaś między pierwszymi rycerzami staje… Gdy tu na kształt pożaru walczą obie strony,
Nie wiedział od Zeusa Hektor ulubiony,
Że mu na lewym skrzydle achajskie narody
Niezmiernie w gęstych szykach zadawały szkody. Może by nawet Grecy odnieśli zwycięstwo,
Tak ich wspierał Posejdon, tak wzmagał ich męstwo. Hektor ciągle tam walczył, gdzie przełamał bramy,
Mur przeszedł, roty rozbił, wszystkie przebył tamy… Wtem do wodza Polidam z tą radą przychodzi:
— «Hektorze! Nierad naszej ty słuchasz przestrogi. Że ci wyższe nad ludzi dały męstwo bogi,
Toś i w radzie nad wszystkich wynosić się gotów? Nigdy człek jeden wszystkich nie dostał przymiotów:
Ten z łaski bogów w polu rycerz zawołany,
Ten grą, ten głosem słynie, ów lekkimi tany;
Inszemu wielki nieba władca mądrość nada,
Zna pierwszy jej szacunek ten, co ją posiada:
Ona zbawia narody, zachowuje kraje. Ja ci powiem, co mi się najlepszego zdaje:
Straszliwy pożar wojny zewsząd cię otoczył,
Lud nasz, jak złamał bramy i mury przeskoczył,
Walczy mężnie, lecz jedni już się zmordowali,
A pozostałych liczbą samą Grek przywali. Cofnij się, zwołaj wodze! Tam naprędce sobie
Poradzimy, co czynić trzeba nam w tej dobie»!… Podobała się dobra Hektorowi rada,
Zaraz z wozu bohater w świetnej zbroi zsiada:
— «Niechaj tu, Polidamie! — wielkim głosem woła
Pod twym bokiem Trojanie stawią mężne czoła! Ja odejdę i w drugich szał Aresa wskrzeszę,
A skoro dam rozkazy, do ciebie pośpieszę». Podobny śnieżnej górze obiega młodzieńce,
Na Trojany, na wierne woła sprzymierzeńce. Wszyscy się zgromadzają na rozkaz Hektora,
W Polidamie ich męstwo najtęższa podpora. Poszedł na lewe skrzydło, gdzie walczyli śmiele
Deifob, Helen, Azjos, Adamas na czele. Próżno ich szuka zdrowych: jedni już polegli,
Drudzy ranni zostali, kiedy na mur biegli. Gdy tak boju wypadki okiem wodza znaczył,
Pięknowłosej Heleny małżonka obaczył;
Parys zagrzewa słowem i przykładem razem. Gniewny Hektor tym rzecze do niego wyrazem:
— «Złowróżbny ty Parysie! W kształcie twe zalety,
A cała na tym zręczność — uwodzić kobiety! Gdzie Deifob? Gdzie Helen? Gdzie Adamas śmiały? Gdzie Otryjonej, pełnej mąż rycerskiej chwały? Dziś się z wierzchołku swego wielka Troja wali
I dzisiaj nic od zguby ciebie nie ocali». A na to piękny Parys: — «Może w innej porze
Słuszną miałeś przyczynę łajać mnie, Hektorze,
Lecz dzisiaj twego brata obwiniasz daremnie,
Bo nie wydała matka nikczemnika we mnie. Jakeś tylko przy nawach stoczył bój straszliwy
Ty, bez wytchnienia walczę z mężnymi Achiwy. Wodze, o których pytasz, już cień śmierci kryje,
Helen z nich tylko jeszcze i Deifob żyje;
Od zgonu zachowała ich Zeusa wola,
Lecz w ręce oba ranni, ustąpili z pola. Teraz, gdzie chcesz, prowadź nas! Wszyscy za twą cnotą,
Za twym przykładem pójdziem z największą ochotą;
Wszystko zrobim i męstwa w nas nie będziesz winić,
Ale nad swoje siły nikt nie może czynić». Tymi słowy gniew brata Parys ułagodził… Śpieszą oba, gdzie walkę Ares straszną zwodził.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia