lektury on-line

Kategorie

Lektury › Iliada - Homer › Strona 129

Iliada - Homer - Strona 129

Gdy tam na kształt pożaru Ares boje zwodzi,
Antyloch przed oblicze Achilla przychodzi. Rycerz stał przed nawami, na pole pozierał,
A serce najsmutniejszym przeczuciom otwierał:
— «Skąd to jest — słowy tymi sam w sobie narzeka —
Że Grek rozpierzchnion w polu ku nawom ucieka? Ach! By mnie nie strapiła ma Dola zaciekła! Ach! By się nie ziściło, co mi Tetys rzekła… Pewnie los nieszczęsnego Patrokla dni skrócił! Zleciłem, aby ognie zgasiwszy, powrócił
I nie śmiał bronią z mężnym Hektorem się ścierać». Gdy nie przestawał myśli tak smutnych rozbierać,
Nestora syn przychodzi, łza mu gęsta ciecze
I żałosną donosząc nowinę, tak rzecze:
— «Achillu, głos ode mnie usłyszysz zbyt srogi:
Za co nas tak okropnie utrapiły bogi! Leży Patrokl! O nagie zwłoki Grek się bije,
Bo już zbroja — Hektora pyszne piersi kryje». Rzekł; jemu boleść czarna mgłą oczy zasłoni. Wraz gorący w obojej garnąc popiół dłoni,
Sypie na głowę, wściekły z tak bolesnej straty,
Szpecąc nim boskie czoło i prześliczne szaty. Wyniosłym ciałem ziemię szeroko zakrywa,
W piasku się tacza, z głowy piękny włos wyrywa… Antyloch łączył rzewne łzy do jego jęku,
Lecz ręce Achillesa w swoich trzymał ręku,
Bojąc się, by tak srogim utrapiony razem,
W rozpaczy sam zabójczym nie pchnął się żelazem. Achilles stęka żalem ściśniony gwałtownym. Na dnie morza siedząca przy ojcu szanownym,
Tetys jęknęła, smutne słysząc jęki syna. Nereid grono do niej kupić się zaczyna… Jęczą, razy gęstymi śnieżne bijąc łona,
Gdy między nimi rzecze Tetys rozkwilona:
— «Słuchajcie mnie, o siostry! Wam powiedzieć muszę,
Jak okrutne boleści moją cisną duszę:
Ach! Jakżem nieszczęśliwa jest matka! Niestety! Wydałam na świat syna, wszystkie ma zalety:
Największy z bohaterów, zaszczyt swej ojczyzny,
Wyrósł mi na kształt krzewu ssącego grunt żyzny. Posłałam go na wojnę dla Troi pogromu,
Lecz go więcej w Peleja nie obaczę domu. Dręczy się, póki słońce ogląda na niebie,
A z matki nie ma żadnej pomocy dla siebie. Śpieszę zaraz obaczyć i spytać się syna,
Skąd ta, gdy walczyć przestał, boleści przyczyna». To wyrzekłszy, głębokie opuszcza jaskinie,
Za nią płaczące tłumem cisną się boginie;
Przed nimi srebrne wały morze na pół dwoi. Gdy przybyły do krain żyznorodnych Troi,
Porządkiem na brzeg wyszły, który był zajęty
Achilla i Ftyjotów licznymi okręty. Rycerz wzdychał, wtem nagle twarz matki zabłyśnie;
Chwyta za głowę syna, z czułym jękiem ściśnie. — «Synu! — mówi — dlaczego łzami skraplasz lice? Odkryj matce twojego serca tajemnice! Jużeś skutek zupełny twoich próśb oglądał,
Gdyś, obie do Zeusa wzniósłszy ręce, żądał,
By Grek, do naw odparty, w hańbie i rozpaczy
Poznał, ile dla niego broń Achilla znaczy». A syn z ciężkim westchnieniem: — «Prawda, matko miła,
Że prośby moje wola Zeusowa spełniła. Lecz jak pociechę w ciężki żal wyrok zamienił,
Gdy ten, com go najwięcej z towarzyszów cenił
I któregom ukochał jako duszę moję,
Patrokl zginął!
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia