Zapalcie się więc zemstą, bohatery Troi,
Nie dajcie Myrmidonom zabrać jego zbroi! Ach! By Grecy zwłok drogich nie dostali łupem
I swoich klęsk nad jego nie mścili się trupem»! To wyrzekł, oni w serca żal i zemstę biorą,
Bo choć obcy, warowną miasta był podporą
I liczne ściągnął wojska, i mężnie się stawił. Zgon Sarpedona serce w Hektorze zakrwawił. Idą Trojanie, klęski tej pomścić się radzi,
Sam Hektor zapalone zastępy prowadzi. Patrokl bardziej się sroży, zwiększa zapał dziki… A kiedy ze stron obu wzmocniły się szyki,
Trojanie, Myrmidony, Likowie, Achiwy
Przy trupie Sarpedona zwiedli bój straszliwy… A jak się jęk daleko po lasach rozlega,
Gdy od siekier padają dęby z wielkim grzmotem:
Z takim jęczą przyłbice i tarcze łoskotem,
Gdy w nie dzidy i miecze, i ogromne głazy
Gęsto powtarzanymi uderzają razy. Tak były Sarpedona zmienione ostatki,
Iżby go własnej oko nie poznało matki:
Od głowy do stóp groty i piaskiem okryty. Oni zajadłe przy nim rzucają dziryty. Ile się much uwija latem w tej godzinie,
Gdy słodkim pasterz mlekiem napełnia naczynie,
Tyle przy Sarpedonie rycerzów się tłoczy. Kronid na ten bój ciągle zwrócone miał oczy,
A na dwoje w swej myśli nie przestawał radzić:
Czy przy synu — Patrokla przez Hektora zgładzić
I dać mu w zbroi godną jego dzieł zapłatę? Czy powiększyć dnia tego pracę, znój i stratę? Długo dwie ważąc myśli, ostatniej się chwycił,
Pozwolił, aby jeszcze Patrokl się zaszczycił,
A do miasta trojańskie z wodzem przegnał roty
I liczne trupy zwalił pod swoimi groty. Spuszcza strach na Hektora. Zaraz na wóz wsiada,
Uchodzi, za nim trwożna ciśnie się gromada. Widząc, że Kronid wagę swej przechylił szali,
Ani Likowie dłużej pola nie dostali:
Wojsko króla na stosie umarłych odbiegło,
Gdzie mnóstwo bohaterów z obu stron poległo,
Gdy Zeus tam zapalił uporczywe boje. Myrmidony odarły Sarpedona zbroje,
Patrokl do naw odesłał trofej swego czynu. Zeus zaś rzekł do Feba: — «Pójdź prędzej, mój synu! Unieś spośród pocisków Sarpedona zwłoki,
A obmywszy je w wodzie z kurzu i posoki,
Ręka twoja nań wonne balsamy wyleje
I ciało w nieśmiertelne szaty przyodzieje. Potem Sen słodki i Śmierć, siostra Snu rodzona,
Martwe jego ostatki wziąwszy na ramiona,
Zaniosą go do krain Likiji obszernych. Tam otoczon od krewnych i przyjaciół wiernych
Ich łzami uczczon będzie; ci mu pogrzeb sprawią
I grobowiec na wieczną pamiątkę wystawią». Natychmiast wykonana była jego wola:
Zbiega szybko Apollo na trojańskie pola
I spośród strzał unosi Sarpedona zwłoki;
A obmywszy je w wodzie z kurzu i posoki,
Ambrozyjskie balsamy na ciało rozlewa
I w nieśmiertelne szaty rycerza przywdziewa. Oddał go Snu i Śmierci; te skrzydły prędkiemi
W momencie go zaniosły do ojczystej ziemi. Patrokl w Automedonie, w koniach zapał nieci,
Ściga Trojan i Lików i na zgubę leci.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.