Czemuż nieszczęśliwy nie skonał w mym ręku! Przynajmniej ja i matka, wśród płaczu i jęku,
Martwego byśmy trupa uchwycili wpoły
I łzą obfitą drogie skropili popioły! Płakał, płakali z królem żałośni Trojanie. Hekabe jęczy, ciężkie jęk przerywa łkanie:
— «Czemuż po tobie wlokę te życia ostatki? Hektorze mój! Ty byłeś ozdobą twej matki,
Tyś był obrońcą Trojan, zasłoną ich progów,
I stąd cię szanowali, jak jednego z bogów. Żyjący, byłbyś jeszcze chlubą twej krainie. Już cię nie masz Hektorze! Śmierć cię dzierży ninie»! Tak mówi i łez potok nędzna matka leje. Żona Hektora nie wie, co się z mężem dzieje,
Klęska publiczna przed nią jeszcze skryta samą,
Nikt nie doniósł, że Hektor został się za bramą. Tkała płótno, na którym sztuką niedościgłą
Cudne obrazy lekką wyszywała igłą. Sługi naczynie z wodą grzały w jej pokoju,
By miał gotową łaźnię mąż wrócony z boju. Czułe troski, lecz próżne! Biednej w myśl nie pada,
Że go ręką Achilla zwaliła Pallada. Wtem z wieży ucho smutne uderzają jęki;
Drgnęła nagle, czółenko z drżącej spada ręki:
— «Pójdźcie! — mówiła do sług — ujrzym, co się znaczy. Ach! Słyszę narzekania Hekuby w rozpaczy. Serce się we mnie miota, drętwieją mi nogi,
Pewnie synom Pryjama los zagraża srogi. Bodaj się nie ziściło! Lecz bardzo się boję,
Aby Pelid, zamknąwszy do powrotu Troję,
Na samego Hektora nie wpadł na równinie:
Nieszczęśliwy! Przez zbytek swego męstwa zginie!… Zmieszana, obłąkana, śpieszy na ulice,
Serce bije: za panią dążą służebnice. Gdy na wieżę w tłum ludzi spiesznym wbiegła krokiem,
Z muru na wszystkie strony drżącym rzuca okiem. Postrzega swego męża: za wozem ciągnięty
Niegodnie: lecą z trupem konie na okręty. Zaraz jej czarnym cieniem oczy noc powlekła,
Padła, z omdlałej ledwie dusza nie uciekła. Zlata z głowy na ziemię prześliczne ubranie,
Wstęgi, siatka i włosów cudne zawiązanie,
I zawicie z Kiprydy otrzymane ręki
W dzień, gdy waleczny Hektor, podbity jej wdzięki,
Dawszy niezmierne dary, dziewkę pięknych liców
Przyprowadził do siebie z domu jej rodziców. Siostry, bratowe, w licznym ścisnąwszy ją kole,
Rzeźwią pragnącą śmiercią swe zakończyć bóle. Gdy zmysły odzyskała, płacze rozkwilona,
Nad mężem nieszczęśliwym nieszczęśliwa żona:
— «Biedna ja! Biedny Hektor! Więc srogie niebiosy
Dla obojga jednakie przeznaczyły losy! Nad rodem naszym gwiazda świeciła taż sama,
Gdym w Tebach na świat przyszła, ty w domu Pryjama. Wychowywała mnie ojca ręka dobroczynna:
Na cóżem mu to życie nieszczęśliwe winna! Mężu! Ty już w podziemne śmierci idziesz kraje,
A w płaczu wiecznym wdowa po tobie zostaje. Dzieckiem jest syn, któregoś na świat wydał ze mną:
Nie będziecie wy sobie pomocą wzajemną,
Ni ty jego młodości, ni on twej siwiźnie. Niech się nawet z tej wojny okrutnej wyśliźnie,
W ilu się sprawach, w ilu nieszczęściach ubiedzi! Dobro jego łakomi wydrą mu sąsiedzi. Ach! Na cóż nie wystawia dziecka stan sierocy!
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.