lektury on-line

Kategorie

Lektury › Iliada - Homer › Strona 70

Iliada - Homer - Strona 70

Inni wodzowie, liczne sprawujący ludy,
W słodkim spoczynku dzienne utopili trudy. Sam Atryd, co powszechny trzymał rząd nad Greki,
Tysiączne ważąc myśli, nie zamknął powieki… Gdy na obóz trojański rzuci oczy drżące,
Trwożą go zapalonych płomieni tysiące,
Przeraża głos piszczałek i mężów wołanie. Lecz patrząc, w jakim flota, w jakim wojsko stanie,
Targa włosy z rozpaczy, władcy gromu wzywa,
A jęk po jęku z piersi gwałtem się wyrywa. Kiedy się tak myślami dręczącymi trudzi,
Wziął przed się pójść do starca, najmędrszego z ludzi,
By z nim spólnie ułożył pożyteczną radę
I wiszącą nad wojskiem oddalił zagładę. Wstaje prędko, na członki szatę wdziać pospiesza,
Wiąże sandał, na barkach lwią skórę zawiesza
Barwy płowej (od ramion do kostek mu spada),
Nareszcie bierze oszczep, którym dzielnie włada. Równie od Menelaja oczu sen daleki,
Równa trwoga w umyśle. Drżał, ażeby Greki,
Co dla niego, bój niosąc, wielkie przeszły wody,
Smutnie pod trojańskimi nie poległy grody. Wziął swój oszczep, na głowę z miedzi szyszak włożył,
Pantery cętkowaną skórą grzbiet nasrożył
I biegł obudzić brata, który wyniesiony
Berłem nad wszystkich wodzów, jak bóstwo był czczony… Agamemnon, gdy brata przy sobie obaczy,
Ten swoje troski zaraz w tych słowach tłumaczy:
— «Dlaczego się uzbrajasz, jakie masz układy? Chcesz-li kogo do Trojan wysyłać na zwiady? Ale ja bardzo wątpię, aby w tej potrzebie
Chciał kto przyjąć tak trudną powinność na siebie:
Pójść między nieprzyjaciół samemu i w nocy,
Jakiej trzeba śmiałości! Jakiej w duszy mocy! — «Rady chytrej potrzeba — rzekł król — bracie luby,
Jak by wojsko i flotę zachować od zguby. Kronid się zmienił, prośby nasze są daremne,
Hektora mu dziś tylko ofiary przyjemne. Największych bohaterów on dziś chwałę zmazał,
Żaden rycerz w dniu jednym tyle nie dokazał… Orężem jego wziąwszy klęskę tak ogromną,
Rozumiem, że jej nigdy Grecy nie zapomną. Bież, przywołaj Ajasa z królem Krety siwym,
Ja do Nestora krokiem pospieszę skwapliwym,
Ażeby poszedł ze mną, gdzie są nasze straże:
Najlepiej usłuchają, gdy starzec rozkaże. Syn jego tam przywodzi. Najwięcej zlecona
Straż obozu na niego i na Meryjona». A Menelaj się pyta, by uniknąć błędu:
— «Powiedz mi, ze krwi bracie, a królu z urzędu,
Czy na miejscu przy strażach mam na ciebie czekać,
Czy dawszy im rozkazy, powrotu nie zwlekać? Król na to: — «Zostać, owszem, każe myśl ostrożna:
W takich ciemnościach łatwo pominąć się można. Przez tyle dróg w obozie nietrudne zbłądzenie. Gdziekolwiek pójdziesz, głośne zalecaj baczenie… Czuwajmy, zagrzewajmy, bo chciał wyrok boski
Skazać nas od kolebki na prace i troski. Tak rozkazawszy bratu, sam czym prędzej zmierza
Do Nestora, czułego narodu pasterza. Obok namiotu w łożu miękkim śpi spokojny. Tuż przy nim cały jego był porządek zbrojny:
Dwie dzidy, puklerz, szyszak z rycerskim też pasem. Ten brał, gdy niestrwożony Aresa hałasem
Prowadził szyki starzec na okrutne boje
I ciężkie znosił prace mimo lata swoje.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia