lektury on-line

Kategorie

Lektury › Iliada - Homer › Strona 164

Iliada - Homer - Strona 164

Lecz starajcie się wozu dogonić Atryda,
Nie zostawajcie w tyle. O! Jaka ohyda,
Jeśliby was klacz Ajte przewyższyła w pędzie! Gdzie wasz bieg? Ustajecie? Co mówię, to będzie! Jeśli się spodlę waszym biegiem opieszałym,
Nie będzie o wygody wasze Nestor dbałym,
Nie obrok da, żelazo wam utopi w łonie. Nuż więc! Natężcie siły, śpieszcie moje konie! Mam sposoby, wy tylko nie folgujcie nodze,
I podstępem w tej ciasnej wyścignę go drodze». Tak on konie groźnymi słowy upomina. Te lecą, wnet przed oczy stawia się cieśnina;
Obfite, w czasie zimy zebrane potoki
Wylizały wzdłuż drogi w polu rów głęboki. Tędy pędzi Menelaj konie i zachęca,
Bał się starcia z drugimi; Antyloch wóz skręca
I bokiem bieżąc ściga swego przeciwnika. Menelaj to postrzegłszy blednie i wykrzyka:
— «Co czynisz? Wstrzymaj konie! Nie widziszli jasno,
Że wkrótce będzie szerzej? W tym miejscu zbyt ciasno! Na płaszczyźnie mnie wyprzedź, tu nie masz sposobu. Twoja płochość być może zgubą dla nas obu». Lecz próżno groził, próżno Antylocha łajał. On jakby głuchy pędził i razy podwajał. A ile, doświadczając sił, ramieniem tęgiem
Człowiek młody na polu cisnąć może kręgiem,
O tyle tam Antyloch naprzód ubiegł przedział. Menelaj wóz zatrzymał i na miejscu siedział,
Widząc, gdyby upornie o wygraną biegli,
Starliby konie, wozy, sami w piasku legli. Jednak ciężko rozgniewan tak woła z daleka:
— «Nie masz podstępniejszego nad ciebie człowieka! Rozumem zaszczycałeś dotąd wiek twój młody,
Lecz i tak bez przysięgi nie weźmiesz nagrody». Rzekł i konie zachęca: — «Niech was żal nie ściska,
Bieg wasz łatwo tę korzyść niewielką odzyska;
Stare tamte bieguny, prędzej więc ustaną;
Wam rześka młodość pewną zaręcza wygraną». Skończył: te, wolę pana w takiej słysząc grozie,
Lecą i wnet stanęły przy ubiegłym wozie. Na zawód mężów Grecy wzrok trzymają wryty:
Widzą tuman, wartkimi wzruszony kopyty. Na wyższym siedząc miejscu Krety wódz sędziwy
Postrzegł konie, lekkimi miotające grzywy;
On, choć bardzo z daleka, poznał głos rycerza,
I koń znaczny swą maścią w oczy go uderza,
Bo kasztanowym włosem lśni się postać cała,
A na czole jak księżyc gwiazda świeci biała. Zatem powstawszy w takim odzywa się słowie:
— «Przyjaciele! Achajów przemożni wodzowie! Samli widzę, czy wasze oczy to postrzegły? Inny jeździec i konie na przodek wybiegły:
Te, które dotąd lekką celowały nogą,
Zapewne obrażone, pośpieszać nie mogą… Lub jeździec wcześnie wodzy zatrzymać nie zdążył,
Upuścił je, lub metę niezręcznie okrążył:
Upadł więc, wóz potrzaskał, i zapęd szalony
Zdziczałe uniósł konie gdzieś w dalekie strony. Patrzcie więc! Może lepiej z was który osądzi:
Ja uznaję, jeżeli tylko wzrok nie błądzi,
Mężnego wodza, z rodu etolskiego męża:
Syn Tydeja, Diomed, on w biegu zwycięża». Na ten głos Oileja syn, Ajas, się zżymał,
Bo pragnął, aby Eumel zwycięstwo otrzymał,
Tak więc uszczypliwymi słowy odpowiada:
— «Czemu sądzisz? Źle czyni, kto za wcześnie gada! Też same klacze bystrym wyprzedzają skokiem.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia