Wstaje prędko i owce rżnie z runem srebrzystym;
Odarli towarzysze, na sztuki posiekli
I przyprawiwszy mięso, na rożnach upiekli. Kładą na stół, a chleby, które w koszach mieli,
Automedon rozdaje, Pelid mięso dzieli. Przygotowana uczta do smaku przypadła,
A kiedy już dość mieli napoju i jadła,
Stary Pryjam nie spuszczał z Achillesa oka:
Dziwi go kształt nadludzki i postać wysoka. Żądza poznania starca w Achillu taż sama:
Zadziwia go powaga i mądrość Pryjama. W zadumieniu wzajemnym przepędzili chwilę. — «Pozwól — pierwszy rzekł Pryjam — niech się snem zasilę. Odtąd, jak zginął Hektor z tobą w pojedynku,
Nie tylko nie użyłem żadnego spoczynku,
Alem, na ziemi leżąc, w popiele się taczał,
Łzy lał bez przerwy, jęczał, wzdychał i rozpaczał. U ciebie wziąłem Bakcha i Demetry dary,
Dotąd nie jadłem, do ust nie przytknąłem czary». Rycerz młodzi i brankom daje rozkazanie,
By miękkie pod przysionkiem zrobili posłanie
Ze skór i sztuk szkarłatnych, i z przecudnym wzorem
Kobierców, i nakrycia z wełnianym kędziorem. Wyszli natychmiast, w ręku trzymając pochodnie,
Ścielą łoża, gdzie starcy będą spać wygodnie. Żartując, że w namiocie mieścić ich nie może,
Tak mówi: — «Pod przysionkiem gotowe jest łoże,
Mógłby tu przyjść kto z Greków: i w noc wiele razy
Przychodzą szukać rady, albo brać rozkazy. Gdyby się twoja bytność do króla doniosła,
Nowa by do okupu zawada urosła. Ale mi powiedz, jak ci potrzebny czas długi
Do oddania synowi ostatniej usługi,
Abym lud wstrzymał i sam nie myślał o wojnie». — «Gdy mi pozwolisz pogrzeb odprawić spokojnie
Rzekł Pryjam — i powściągniesz Greki przez tę porę,
Nową od ciebie łaskę, Achillu, odbiorę… Dziewięć dni w domach płakać go zasiędziem,
Dziesiątego pogrzebną biesiadę jeść będziem;
Potem dźwigniem grobowiec, a gdy trzeba, zbroje
Na nowo wdziejem, nowe rozpoczniemy boje». — «Będziesz miał czas żądany do pogrzebnej części
Wszystko daję, Pryjamie, dla twojej boleści». To rycerz powiedziawszy rękę starca bierze,
Aby zaufał jego szczerości i wierze. Zaraz Pryjam i herold pod przysionek wyśli,
Kładą się, oba pełni niespokojnych myśli… Tak spoczywał ród bogów i ród ludzi ziemny. Hermesa nie pochwycił powiek sen przyjemny,
I cały w różnych myślach nie przestawał radzić,
Jak straż podejść, Pryjama skrycie wyprowadzić. Więc stanąwszy nad głową, mówi poseł boski:
— «Toż cię, starcze, już żadne nie zajmują troski? Że Pelid cię oszczędził, uczcił wiek dostojny,
Możesz wśród nieprzyjaciół bawić się spokojny? Drogąś opłatą syna lubego odkupił,
Ale się lękaj, by cię więcej Grek nie złupił:
Niech się o tobie Atryd, niech się obóz dowie,
Trzykroć tyle za ciebie muszą dać synowie». Zląkł się, zbudził herolda, a Hermes do wozu
Zaprzągł konie i muły, i ruszył z obozu. Śpieszą się, ich wyjazdu nie poczuły Greki. Gdy do krętej Skamandru zbliżyli się rzeki,
Która z nieśmiertelnego Zeusa się rodzi,
Tam Hermes bystrym lotem na Olimp odchodzi.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.