lektury on-line

Kategorie

Lektury › Iliada - Homer › Strona 158

Iliada - Homer - Strona 158

U przyjaciół ojcowskich żądając pomocy
Idzie z twarzą spuszczoną, z mokrymi oczyma,
Tego za płaszcz, drugiego za kraj szaty trzyma;
Ktoś przytknie do ust czaszę, tknięty jego skargi,
Lecz nie ochłodzi, ledwie odwilży mu wargi. Drugi, co pod rodziców cieniem szczęsny rośnie,
Uderzy go rękami, słowem zelży sprośnie:
— «Pójdź precz — rzeknie — twój ojciec nie ucztuje z nami». Przyjdzie do matki wdowy mój syn zlany łzami. Dawniej obeldze takiej nigdy nie podpadał,
Szpik czysty na kolanach swego ojca jadał,
A gdy sen przerwał jego igraszki dziecięce,
Wtedy troskliwa mamka wziąwszy go na ręce
Położyła w kolebce miękkim słanej puchem
I rozkosz snu — jej lekkim pomnażała ruchem. Dziś cierpienie i nędza dla niego w podziele;
Imię Astyjanaksa nie wesprze go wiele,
Które, czcząc ojca, dali synowi mieszkańce,
Boś ty, Hektorze, Troi sam ocalał szańce. Psy pożrą twoje ciało, paszcze we krwi zbroczą,
A resztę zwłok na brzegu robaki roztoczą. I na cóż się więc przyda twój sprzęt tak bogaty? Na co od niewiast śliczne sprządzone szaty? Ogniom je dam, bo więcej nie ozdobią ciebie,
Nawet nie są przydatne na twoim pogrzebie. Niechajże, w oczach Trojan, ku twej służą chwale»! Tak płakała; niewiasty dzieliły jej żale.

Księga XXIII
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia