W śmiałych ręku przy zwłokach długie błyszczą piki,
Wzajemnie sobie grożą srogie wojowniki,
Gęste latają rany, trupów śmierć nie skąpi. — «Ach! Niech się raczej ziemia pod nami rozstąpi
Wołają Greki — niźli cofniem się do floty! Śmierć jest dla nas znośniejsza od takiej sromoty! Ścierpimyż, by Trojanie prawicą zuchwałą
Wzięli trupa i wieczną okryli się chwałą»? — «Zgińmy! Zgińmy! — wołają nawzajem Trojanie —
Niechaj raczej z nas żaden żywy nie zostanie,
Niżby nam Grecy ciało Patrokla wydarli»! Tak grzejąc siebie, jeszcze bardziej się rozżarli:
Wzmaga się zgiełk, szczękają żelazne oszczepy,
Dźwięk ich bije o nieba miedzianego sklepy. Boskie zaś Achillesa, stanąwszy na stronie,
Rzewnie płakały swego powoźnika konie,
Widząc, że był zabity od Pryjama syna. Daremnie Automedon biczem je zacina,
Wszystkich używa środków: nic nie znaczą groźby,
Nic wyrazy łagodne i najtkliwsze prośby. Uparte konie w miejscu niewzruszone stały,
Ni do floty, ni w pole iść nazad nie chciały:
Tak, gdzie wieczne schronienie zrobił człowiek sobie,
Stoją nieporuszone kolumny na grobie. Przy świetnym wozie głowy nachyliły smutne,
Serca im rozdzierają boleści okrutne:
Którego rękę znały, zginął mężny człowiek! Rzęsiste im na ziemię łzy leją się z powiek,
Rozpuszczonymi piasek zamiatają grzywy… Nad Patroklem trwa walka smutna, krwawa, zjadła,
Pallada ją zapala; po to z nieba spadła,
Zesłana od Zeusa, żeby zagrzać Greki,
Który już był od pierwszych wyroków daleki. W jakich się farbach tęcza maluje na chmurze,
Zwiastująca lub wojny, lub też zimne burze,
Patrząc, jak na sklepieniu górnym rozciągnięta,
Rzucają prace ludzie, smucą się zwierzęta:
Tak Pallada niebieskim odziana obłokiem
Między greckie narody spiesznym wchodzi krokiem
I nowy ogień w sercach wojowników żarzy;
A w głosie Fojniksowi podobna i w twarzy,
Tymi słowy bliskiego Menelaja grzeje:
— «Jaka hańba na imię twoje się rozleje,
Achilla towarzysza gdy wezmą Trojanie,
Gdy się psom pod murami na pastwę dostanie! Bij więc śmiało i w wojsku ożyw zapał rowny». A Menelaj: — «Fojniksie! Mój ojcze szanowny! Gdybyć Pallada w swojej miała mnie obronie,
Gdyby ogień na nowo rozżarzyła w łonie,
Niestrwożony przy zwłokach Patrokla bym krążył! Ach! Jak mnie w gorzkich żalach zgon jego pogrążył! Lecz Hektor, gdy mu Kronid chętny wsparcie daje,
Rozszerza się jak pożar i bić nie przestaje». Rzekł; cieszy się niezmiernie błękitna bogini,
Że z niebian wszystkich do niej pierwsze śluby czyni;
Rozlewa siłę w członkach i ożywia ducha. A jak upornie ludziom naprzykrza się mucha
Spędzana — w nacieraniu póty się zacieka,
Dopóki nie skosztuje słodkiej krwi człowieka:
Tak zjadły w jego sercu upór się rozszerzył. Zbliżył się do Patrokla i oszczep wymierzył. Był między Trojanami Podes, człowiek rzadki,
Nie zmniejszyły w nim męstwa obfite dostatki;
Hektor go umiał cenić w towarzyszów kole,
Zaszczycał swą przyjaźnią, przy swym sadzał stole. Gdy się cofał, Menelaj dostał go pod pasem
I na ziemię obalił z ogromnym hałasem.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.