lektury on-line

Kategorie

Lektury › Iliada - Homer › Strona 71

Iliada - Homer - Strona 71

Przebudza się król Pylów, sen opada z powiek,
Pyta, na łokciu wsparty: — «Coś ty jest za człowiek,
Co w nocy po obozie błędne stawiasz kroki,
Wtenczas, gdy oczy wszystkich ujął sen głęboki? Czy z straży kogo szukasz? Czyli z towarzyszy? Powiedz! Lecz do mnie, wara! Nie zbliżaj się w ciszy!»
— «O Nestorze! — król mówi. — Ty Greków nadzieja,
Oto nieszczęśliwego syna masz Atreja,
Którego, póki ciągną Mojry życia przędzę,
Więcej nad wszystkich Zeus przeznaczył na nędzę. Błąkam się, sen mi słodki nie zamknie powieki,
Trwożą mnie srogie klęski wiszące nad Greki,
Upadam na umyśle, drży mi w piersiach serce,
Gaśnie we mnie nadzieja w ostatniej iskierce. Przeto, jeśli co myślisz, wszak sen cię nie mroczy,
Pójdźmy na miejsce straży i na własne oczy
Zobaczmy, czy pod pracą i snem nie uległa:
Tak bezpieczeństwa wszystkich bardzo by źle strzegła. Nieprzyjaciel jest blisko. Nie wiemy, czy nocą
Nie przemyśla nas podejść za cieni pomocą». A na to król sędziwy Pylów odpowiada:
— «Nie lękaj się, by Zeus, co piorunem włada,
Wszystkie myśli Hektora do skutku przywodził… Idę chętnie za tobą, niech wstaną i drudzy,
Diomed i Odyseusz, Aresowi słudzy,
I prędki Oileid, i Meges waleczny. Jak by ten bieg uczynił dla nas pożyteczny,
Co by się do stanowisk odległych potrudził
I tam Idomeneja z Ajasem obudził!… Bierze szatę, na stopy sandały przyciąga,
Z purpury płaszcz dwoisty srebrną haftką sprząga,
Którym starzec wygodnie całe ciało kryje:
Miękka wełna krętymi kędziory się wije. A kiedy już uzbroił rękę długą dzidą,
Oba z Agamemnonem wzdłuż okrętów idą. Na mądrego Odysa Pylów mówca krzyknął:
Czujne rycerza ucho zaraz głos przeniknął,
Wybiega i takimi pyta ich słowami:
— «Czemu w noc po obozie błąkacie się sami? Jakie niebezpieczeństwo do tego przymusza?»
A król: — «Niech cię to, wodzu, na nas nie obrusza,
Że ci nie pozwalamy spoczywać do woli. Ach! Lękamy się dzisiaj najsroższej niedoli! Śpiesz, obudzimy drugich. Spólna skaże rada,
Czy nam wojować, czyli uciekać wypada». Rzekł; Odyseusz na chwilę do namiotu skoczył,
Wziął tarczę i za nimi udać się nie zwłoczył. Przyszli do Diomeda. Ten, w zbrojnej odzieży,
Pod niebem przy namiocie rozciągniony leży. Obok snu używają mężne wojowniki:
Głowy na tarczach wsparte; w ziemię wbite piki
Blask na kształt błyskawicy rzucają do góry. Pod sobą wódz posłanie miał z wołowej skóry,
A przepyszny kobierzec rozpostarł pod głową. Trącił go lekko Nestor i tą zagrzał mową:
— «Wstań! Wstań, Tydeja synu! Wcale nie przystoi,
Że gdy my czujem, ciebie jednego sen poi. Nie razi cię z pagórka wrzask nieprzyjaciela? Ach! Zbyt mała go przerwa od floty oddziela! Nagle bohater ze snu twardego się zrywa,
Wstaje i do Nestora prędko się odzywa:
— «Niezmordowany starcze, ciebie nic nie strudzi! Alboż to między Greki nie masz młodszych łudzi
Dla przywołania wodzów? Lecz w żadnym sposobie
Nie można cię przymusić, abyś wytchnął sobie». — «Prawdę mówisz — rzekł Nestor — zacny przyjacielu!
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia