lektury on-line

Kategorie

Lektury › Iliada - Homer › Strona 170

Iliada - Homer - Strona 170

Już miał Meryjon strzałę nasadzoną pióry,
Łuk wyrwał z ręki Teukra, wymierzył do góry,
Bogu zaś, co w niechybnej strzały puszcza mierze,
Pierworodne jagnięta ślubuje w ofierze,
I ptaka bystrym koła kreślącego lotem,
Pod niebem, w środek skrzydła utrafia swym grotem. Ten niedługo przy stopach upadł Meryjona. A biedny gołąb ranny, wprzód niżeli skona,
Siada chwilę na maszcie, lekko skrzydłem rucha,
A potem się rozciąga i pada bez ducha. Patrząc na taki widok, lud grecki się zdumiał. Przeto Meryjon, który lepiej strzelać umiał,
Dwusieczne miał siekiery; choć zręczny do strzały,
Lecz mniej trafny, wziął Teukros dar mniej okazały. Jeszcze Achilles, dzidę wystawiwszy w gminie
I warte wołu, w kwiaty wyrżnięte naczynie,
W tych, co najlepiej cisną oszczepem, chęć budzi. Powstaje Agamemnon, król najwyższy ludzi. W tym boju z nim się mierzyć Meryjon gotowy,
Gdy bohater takimi odzywa się słowy:
— «Nie trzeba, byś w tej, królu, doświadczał się próbie:
I w sile, i zręczności nikt nie zrówna tobie. Każ więc pod namiot komu iść z pierwszą nagrodą;
Meryjon weźmie drugą, lecz za twoją zgodą. Tak ja radzę». Król przystał na rycerza zdanie,
Nie odbyło się zatem broni doświadczanie. Meryjonowi dana od Achilla dzida,
Taltyb poniósł naczynie pod namiot Atryda.

Księga XXIV
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia