lektury on-line

Kategorie

Lektury › Iliada - Homer › Strona 53

Iliada - Homer - Strona 53

Odarłszy z niego łupy, Aresowe zbroje,
Sam się w nie zwykł ubierać, gdy chodził na boje. Lecz gdy już wieku został przytłoczon ciężarem,
Ereutal je, towarzysz, wziął od niego darem. W tej on zbroi wyzywał wszystkie nasze wodze:
Lecz największe umysły w takiej były trwodze,
Iż z tym groźnym olbrzymem spotkania się bały. Choć najmłodszy ze wszystkich, ja tak byłem śmiały,
Żem wyszedł przeciw niemu z twarzą niezmieszaną. A Pallas uwieńczyła mój oręż wygraną. Powaliłem olbrzyma, widziałem, jak brzemię
Ogromnych jego członków upadło na ziemię. Obym dziś miał tę żywość, tę młodość w tej porze! Walczyłby godny ciebie przeciwnik, Hektorze! Z was, których w pierwszym rzędzie rycerzów świat liczy,
Żaden sobie spotkania z Hektorem nie życzy». Tak starzec ich upomniał. Wraz dziewięciu wstaje:
Agamemnon, którego wodzem lud uznaje,
Potem silny Diomed, greckich wojsk ozdoba,
Potem najchciwsi boju Ajasowie oba,
Po nich zaś Idomenej, Krety wódz szanowny,
I Merion, Aresowi z dzidą w ręku równy:
Po nich zacny Eurypil, do bojów pochopny,
Po nim Toas, nareszcie Odyseusz roztropny. Chęć walczenia z Hektorem we wszystkich gotowa,
Kiedy poważny Nestor przemawia w te słowa:
— «Oddajcie rzecz losowi! Kogo los wyznaczy,
Przez tego się dźwignionym lud grecki obaczy;
I sobie dobrze zdziała, nie tylko ojczyźnie,
Jeśli z tej bitwy strasznej cały się wyśliźnie». Rzekł, a oni z przydaniem każdy swego znaku
Losy w Agamemnona złożyli szyszaku. Wojska wzywają bogów, ręce w górę wznoszą
I tymi słowy pana nieśmiertelnych proszą:
— «Daj, niechaj los Ajasa lub Tydejda padnie,
Lub króla, co w Mykenach możnych berłem władnie!»
Tak się modlą, do nieba obróciwszy oczy. Wtem Nestor zatrząsł szyszak. Natychmiast wyskoczy
Żądany los Ajasa, Telamona syna,
Woźny go z prawej strony obnosić zaczyna
Przez wszystkie, co włożyli swe znaki, rycerze,
Lecz za swój nie uznając, żaden go nie bierze. Kiedy zaś przed Ajasem niezwalczonym staje,
Ten ściąga po los rękę i za swój uznaje,
I rzuciwszy na ziemię swą radość tłumaczy:
— «Los jest mój, przyjaciele, i dobrze się znaczy:
Że Hektora zwyciężę, mam pewną nadzieję. Wy tymczasem, nim zbroję rycerską przywdzieję,
Proście za mną Zeusa, ale proście w ciszy,
Niech waszej nieprzyjaciel modlitwy nie słyszy. Lub raczej proście głośno! Nie znam w sercu trwogi,
Przed nikim z ludzi nie drżę ani cofam nogi. Mniemam, że gdy w rycerskiej Salaminie wzrosłem,
Znam się niepoczątkowo z Aresa rzemiosłem». Rzekł, wojsko wzywa bogi w pokornych odgłosach:
— «Panie, co władasz ziemią, co rządzisz w niebiosach,
Co opatrznymi wszystko ogarniasz oczyma,
Daj, niech Ajas zwycięstwo i chwałę otrzyma! A jeśli i Hektora miła ci osoba,
Niech mają równą siłę, równą chwałę oba!»
Tak się modlą, a rycerz w świetną miedź się stroi;
Kiedy zaś cały stanął w bohaterskiej zbroi,
Sążnistym idzie krokiem.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia