lektury on-line

Kategorie

Lektury › Iliada - Homer › Strona 56

Iliada - Homer - Strona 56

Już w szkarłatne Jutrzenka przybrana odzienie
Siała złote po całym okręgu promienie,
Gdy ojciec nieśmiertelnych, co piorunem włada,
Na wierzchołku Olimpu radę bogów składa. Wszyscy milczą, on myśli obwieszcza w tej mowie:
— «Słuchajcie mnie boginie, słuchajcie bogowie,
I poznajcie niezmienne wyroki mej woli! Niech przeciw nim wystąpić sobie nie pozwoli
Nikt z bogów ani bogiń! Chylcie się do zgody,
Bym spełnił me zamysły bez żadnej przeszkody! A ktokolwiek z niebiańskiej wysunie się rzeszy
I Trojanom lub Grekom na wsparcie pośpieszy,
Ranny wróci do nieba: lub go sam pochwycę
I aż w okropną wtrącę Tartaru ciemnicę,
W te dalekie, pod ziemią wydrążone jamy,
Które wzmacnia próg z miedzi, a z żelaza bramy
Tak głęboko pod Hadem, jak nad ziemią nieba:
Pozna, żem najmocniejszy, że mnie słuchać trzeba. Na dowód, jak przeciw mnie słabiście i niscy. Uwiążcie łańcuch złoty, ciągnijcie go wszyscy;
Lecz pracując z największym siły natężeniem,
Ściągnąć nie potraficie złączonym ramieniem
Zeusa rządzącego światem samowładnie. A ja go wziąwszy w ręce wszystko zrobię snadnie,
Pociągnę ziemię, morza i wszelkie istoty;
Gdy do wierzchu Olimpu łańcuch przypnę złoty. U góry wisieć będzie ten rzeczy zbiór mnogi:
Takem wyższy nad ludzi, tak wyższy nad bogi… Zeus zaprzągł z miedzianymi rumaki kopyty,
Włos im na pysznych karkach pływa złotolity;
Równie złotą na boskie ciało szatę wkłada,
Złoty bicz w rękę bierze i na wozie siada. Ruszył lejc, zaraz bystre suwają rumaki
Między ziemią i nieba gwiaździstego szlaki;
Na wierzchołek wyniosłej Idy prosto zmierza,
Oblanej krynicami, płodnej matki zwierza. Na poświęconym sobie wnet staje Gargarze,
Gdzie się kadzidłem jego kurzyły ołtarze. Tam ojciec nieśmiertelnych zatrzymuje konie
I wyprzągłszy je, w mglistej ukrywa zasłonie. Sam, chwałą otoczony, usiada wysoko,
Skąd i Troję, i flotę widzi jego oko. W namiotach swych posiłek wziąwszy greccy męże,
Zaraz kładli na siebie z pośpiechem oręże. Trojanie w murach miasta przywdziewają zbroje,
A lubo mniejsi w liczbie, gotowi na boje:
Każdy śmiały, potrzebą twardą przynaglony,
Stawić piersi szlachetne za dzieci i żony. Pełne miasto od miedzi błyszczącej się broni,
Otwarte wszystkie bramy: i mężów, i koni
Cisną się hurmem w pole niezliczone tłoki,
A zgiełk i pomieszanie przebija obłoki. Gdy się na polu walki oba wojska znidą,
Wnet się z puklerzem puklerz, dzida miesza z dzidą. Siła walczy na siłę, tarcza trze się z tarczą,
Zgiełk się szerzy, pociski na powietrzu warczą,
Krzyczą zwycięzcy, smutnie jęczą zwyciężeni,
Ziemia płynie, od krwawych rozmiękła strumieni. Póki się dzień przy świetle jutrzenki rozwijał,
Wzajemnie się srogimi razy lud zabijał;
Lecz gdy słońce ubiegło połowę swej drogi,
Ten, pod którego władzą i ludzie, i bogi,
Wziął złote w ręce szale, włożył dwa wyroki,
W których był oznaczony śmierci sen głęboki;
Ich ciężar przyszłość obu ludów zapowiada. Waży je, wraz nieszczęście na Greki wypada,
Bo ich do ziemi na dół zniżają się losy,
A trojańskie się w górę wznoszą pod niebiosy.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia