lektury on-line

Kategorie

Lektury › Iliada - Homer › Strona 121

Iliada - Homer - Strona 121

Już to przed Menelaja okiem się nie kryje,
Że Patrokl, ręką Trojan zwalony, nie żyje;
Więc z zastępów prędkimi wysuwa się kroki
I zasłania drogiego przyjaciela zwłoki. Jak pierwszy płód jałówka złożywszy na ziemię,
Z czułym rykiem troskliwa obchodzi swe brzemię:
Tak on krążył przy trupie, świetną tarczę zniżył,
Grot wytknął, śmiercią grożąc, kto by się przybliżył. Widząc Patrokla zgubnym zabitego ciosem,
Bieży Euforb i takim odzywa się głosem:
— «Atrydo, ludów królu, porzuć myśl daremną,
Nie chciej walczyć o zwłoki ni o zdobycz ze mną! Nikt z Trojan, z przymierzeńców nikt mnie nie uprzedził,
Jam pierwszy pchnął Patrokla, jam porę wyśledził. Pozwól, niech wielką chwałą u ziomków zabłysnę,
Inaczej — tym oszczepem duszę ci wycisnę». — «Wielki boże! — zawołał Menelaj w zapale
Możnaż się tak nadymać? Chlubić tak zuchwale? Ni lwy srogie, pantery, ani silne dziki,
Najzajadliwsze sobie w bojach przeciwniki,
Nie mają tej wściekłości, co Panta synowie:
Taka śmiałość w ich sercu! Taka duma w głowie! Lecz twój brat Hiperenor, gdy się ubezpieczył
W swych koniach, czekał na mnie i brzydko złorzeczył. Zowiąc mnie najgnuśniejszym wpośród Greków mężem,
W kwiecie wieku swojego mym poległ orężem. Już się więcej do swego domu nie pośpieszył,
Ni żony swej, ni młodych rodziców ucieszył. Koniec równy niedługo twojej będzie dumie. A przeto sam ci radzę, abyś skrył się w tłumie
I nie mierzył się ze mną w Aresa zawodzie. Głupi dopiero widzi nieszczęście po szkodzie». Euforb na to: — «Więc teraz i za brata zgubę
Twoja mi krew odpowie, i za dumną chlubę. Owdowiłeś mu w świeżej małżonkę łożnicy,
Ojcaś i matkę w wiecznej pogrążył tęsknicy. Osłodziłbym ich żale, długie jęki skrócił,
Gdybym do nich z twą zbroją i głową powrócił:
Dar ten jak by Pantowi, Frontydzie był miły! Teraz doświadczyć naszej nie zwlekajmy siły:
Kto lepiej walczyć umie, niechaj ten przemaga,
Niech się wyda nas obu bojaźń lub odwaga! Rzekł i uderza w tarczę, lecz jej nie przebija:
Twardą miedzią odparte żelazo się zwija. Menelaj, do Zeusa zaniósłszy modlitwy,
Od którego pomyślny zawisł koniec bitwy,
Podskoczył za Euforbem, kiedy cofał nogi:
Trafia w brodę, a silnie grot naparłszy srogi,
Na wylot miękką szyję przebija rycerza,
On z łoskotem o ziemię swym ciałem uderza. Wala w kurzu i we krwi Euforb rozciągnięty,
Śliczny włos i od Charyt samych złotem spięty. Jako pielęgnowana w ustroniu oliwa,
Gdzie czysta woda nurtem podskocznym upływa,
Stroi się w liść zielony, kwiaty białe wiszą,
Lekkim ją tchem Zefiry, igrając, kołyszą;
Aż Boreasz przybywszy z wichry gwałtownemi
Wyrywa ją z korzeniem i zwala na ziemi:
Tak syna Panta mężny Menelaj ugodził
I zaraz na odarcie jego zbroi godził.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia