lektury on-line

Kategorie

Lektury › Iliada - Homer › Strona 156

Iliada - Homer - Strona 156

Chroń się gniewu nieba! Zemszczą się za mnie bogi i za wsparciem Feba
Parys, brat mój, przy Skajskiej obali cię Bramie;
Choć moc twoja tak wielka, jednak ją bóg złamie». Skończył, a śmierć czarnymi skrzydły go powlecze,
Dusza z członków prześlicznych do Hadu uciecze,
Młodości miłe rzuca siedlisko na świecie. Już nie mógł Hektor słyszeć, a on mówił przecie:
— «Umieraj! Mnie mój wyrok nie nabawia trwogi:
Umrę, gdy Zeus każe i Olimpu bogi». To rzekł i z zabitego wyrwał dzidę swoję,
Utkwił w boku, a z ramion krwawą odarł zbroję. Zbiegli się Grecy, wszystkich w zadumienie chwyta
Wspaniałość na Hektora postaci wyryta… I jeden do drugiego mówili nawzajem:
— «Jak łatwo dzisiaj Hektor może być dotknięty;
Nie taki był, gdy ogniem zapalał okręty». Tak mówią i bez trwogi pastwią się nad trupem. Achilles rzekł, zwycięskim ozdobiony łupem:
— «Zacni wodzowie ludu, wierni przyjaciele! Gdy wyrok moją ręką tego męża ściele,
Który nam więcej szkodził, niż wszyscy Trojanie,
Przybliżmy się pod mury i natrzyjmy na nie. Obaczmy myśli Trojan: czy ustąpią z wieży,
Gdy najdzielniejszy miasta ich obrońca leży;
Czy, choć ich osłabiła strata tak bolesna,
Będą się jeszcze bronić?… Lecz to myśl niewczesna!… Łez i pogrzebu Patrokl mój kochany czeka. Nigdy ja nie zapomnę tak miłego człeka,
Nic dla niego w mym sercu czucia nie wyziębi;
A kiedy nawet pójdę do podziemnych głębi,
Choć mówią, że umarły na wszystko niepomny,
On zawsze, zawsze będzie mej duszy przytomny. Teraz idźmy do floty, weźmy z sobą ciało… Odnieśliśmy zwycięstwo nad największym mężem,
Bóg Troi, Hektor śmiały, naszym legł orężem». Rzekł i pastwił się nad nim w niegodnym sposobie:
Ostrym żelazem nogi przedziurawił obie
I do wozu swojego przywiązał powrozem;
Głowa wybladła leży na ziemi za wozem. Wsiadł i wziął pyszne łupy, zaciął bystre konie:
Lecą. Hektora kurzem obsypane skronie,
Wznosi się chmura piasku, trup okrywająca,
Wala się włos, a głowa równinę potrąca. Tak, za pana Olimpu wyroki wiecznemi,
W oczach jego rodaków, na ojczystej ziemi,
Pastwił się nad Hektorem zwycięzca zajadły,
I takim jego zwłoki obelgom podpadły. Matka ujrzawszy syna ciągnionego sprośnie
Rwie włos, rzuca zawicie i krzyczy żałośnie;
Jęczał i biedny ojciec, jęczeli Trojanie. Po mieście wszędzie smutki, płacz i narzekanie:
Mówiłbyś, że się straszny pożar zajął w Troi
I cały okrąg miasta w żywych ogniach stoi. Ledwie wstrzymają starca: gniewa się i łaje,
Że mu Dardańskiej Bramy wyniść lud nie daje
Do wszystkich po imieniu tkliwy głos zanosi
I taczając się w piasku zmiłowania prosi:
— «Pozwólcie mi wyjść z miasta, rzućcie wasze trwogi,
Nie tamujcie samemu do okrętów drogi! Upadnę do nóg temu okrutnemu człeku,
Przecież uczci włos siwy, zlituje się wieku. Ma ojca, który równie przywalony laty. Ach! Pelej dał mu życie dla Trojan zatraty,
Ze wszystkich zaś najbardziej dla mojego bólu! Iluż ja płaczę synów, których zabił w polu! Lecz bym tego wytrzymał zgon, nie masz sposobu;
Hektora śmierć ze smutkiem wtrąci mnie do grobu. O!
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia