lektury on-line

Kategorie

Lektury › Iliada - Homer › Strona 126

Iliada - Homer - Strona 126

Zwycięzca ciągnie trupa i czasu nie traci,
Gdy Apollo w Fajnopa zbliżył się postaci,
Który w Abydzie domy wspaniałe dziedziczył,
A Hektor w gronie swoich przyjaciół go liczył,
I mówi, przyodziawszy postać tego męża:
— «Któż z Greków będzie twego lękał się oręża,
Gdy już słaby Menelaj twe piersi zatrwożył? Oto ci w oczach trupem rycerza położył,
Oto go na bok ciągnie dla odarcia zbroi:
Legł Podes, twój towarzysz, dzielny mściciel Troi». Na to Hektora serce żal niezmierny ścisnął;
Wybiegł naprzód i miedzią grożącą zabłysnął. Ogromną wziął egidę pan władnący chmury,
Nad całą Idą obłok rozciągnął ponury,
Zagrzmiał i groźnym tarczę wstrząsając zamachem
Trojan męstwem, a Greków napełnił przestrachem… Ani się wielki Ajas, ani Atryd mylił,
Że Zeus ku Trojanom los boju nachylił. — «Już człowiek — Ajas krzyknął — i najprostszy powie,
Że całkiem życzą Troi zwycięstwa bogowie. Czy silna puszcza groty, czyli słaba ręka,
Wszystkie Grekom śmierć niosą, tak nas Kronid nęka,
A nasze utykają na ziemi bez skutku. Nie upadajmy jednak pod ciężarem smutku,
Lecz myślmy, jak by trupa stawić pod namiotem
I towarzyszów naszych ucieszyć powrotem. Ach! Jaka tam boleść, jaki żal przytłacza! Ku nam wzrok obróciwszy, niejeden rozpacza,
Że niezdolny oprzeć się Hektorowej broni,
Każdy się z nas haniebnie na okręty chroni. O! Żebyć jak najprędzej doszła ta nowina
Przez którego z rycerzy do Peleja syna! On nie wie, że najmilszy przyjaciel mu zginął;
Lecz nikt mi się do tego zdolny nie nawinął. Nas i wozy otacza wkoło cień ponury. Wszechmocny niebios panie! Spędź od nas te chmury,
Wróć dzień, daj oczom widzieć, a jeśli do końca
Zawzięty chcesz nas zgubić, zgub przy świetle słońca! Mówił z płaczem, łzy jego nie były daremne;
Oddalił obłok Kronid, mgły rozpędził ciemne;
Słońce błysnęło, przestrzeń cała w świetle staje. Ajas Menelajowi to zlecenie daje:
— «Menelaju! Którego wielki Kronid kocha,
Na wszystkie strony okiem szukaj Antylocha! Niech zaraz do Achilla z tą nowiną bieży,
Że najmilszy przyjaciel jego trupem leży». Odchodzi, lecz niechętnie. Jak lew, gdy utrudzi,
Drażniąc ich bez przestanku, psów pilnych i ludzi,
Chce koniecznie do wołów przybliżyć się stajni;
Ale ci napaść zwierza odpierać zwyczajni,
Całą noc wszyscy baczne odprawują straże;
Wpada lew zapalony, lecz nic nie dokaże,
Próżno na mięso ostrzy kły w krwawej paszczęce,
Zewsząd nań gęste miecą groty śmiałe ręce
I smolne niosą głownie, a tak bez nadziei
Smutnie ryczący, rano uchodzi do kniei:
Tak niechętnie od ciała szedł Menelaj boski,
W głębi serca wielkimi napełniony troski,
Ażeby Grecy trupa nie rzucili w trwodze. Tymi więc słowy pierwsze upomina wodze:
— «Ajasy! Meryjonie! Stawcie mężne roty
I biednego Patrokla przypomnijcie cnoty! Póki żył, nikt na jego serce się nie żalił,
Teraz go śmierć i wyrok niezbędny obalił». Odchodzi, wzrok na wszystkie obracając strony.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia