lektury on-line

Kategorie

Lektury › Iliada - Homer › Strona 36

Iliada - Homer - Strona 36

To rzekł, Stenel do niego szybkim przybiegł krokiem,
Grot wyrwał, a krew czarnym lunęła potokiem. Wtenczas Tydejd ślub czyni w takowej modlitwie:
— «Wielka córko Zeusa, jeśliś kiedy w bitwie
Mnie albo ojca wsparła twą prawicą silną,
Dziś usłysz prośbę moją, dziś mi bądź przychylną! Daj mi tego położyć na pobojowisku
I staw go sama pod sztych mojego pocisku,
Który mnie pierwszy ranił, teraz się nadyma,
Że słońce wiecznie zgasło przed mymi oczyma». Łatwo do jego prośby skłania się Pallada. Wraz pierwszą nogom szybkość, rękom dzielność nada,
I zbliżywszy się rzecze: — «Mężny Diomedzie,
Niechaj cię pewna ufność na Trojany wiedzie,
Bom cię dziś równym ojcu zrobiła rycerzem,
Jakim był, groźnym z wozu wstrząsając puklerzem
Już ci więcej mgła ciemna oczu nie powleka;
Zdarłam ją, byś rozeznał boga od człowieka. Gdyby więc który z bogów twej doświadczał dłoni,
Ty przeciw nieśmiertelnym nie bierz się do broni;
Lecz gdyby się Kiprydzie bój odwiedzić zdało,
Na mdłą boginię możesz użyć ręki śmiało». To rzekłszy, znikła Pallas; bohater pośpiesza,
I wnet się między pierwsze wojowniki miesza:
Jeśli przedtem trojańskie roty dzielnie walił,
Teraz się trzykroć większą śmiałością zapalił. Jak lew, kiedy go pasterz pilnujący trzody
Rani, wpadającego do owiec zagrody,
Tym bardziej się rozjada, grzywa mu się jeży;
Nie odpiera go pasterz, lecz do chaty bieży,
A owce przelęknione cisną się gromadą,
Potrącają się, jedne na drugich się kładą;
Niosąc zdobycz, wysokie lew przesadza płoty:
Tak Diomed się rzuca na trojańskie roty… Widząc Ajnejasz, jako rycerz gromi roty,
Spieszy przez krwawe pole, przez świszczące groty
I szukając Pandara, zastępy obiega,
Aż wreszcie męża bogom równego postrzega
I zbliżywszy się, rzecze: — «Gdzież się więc podziały
I twój łuk, i niechybne, cny Pandarze, strzały? Gdzie sława od nikogo tu nie zaprzeczona
I w kraju, że nad syna nie masz Likaona? Wznieś do Zeusa ręce, a na tego męża
Puść ostrą z łuku strzałę, który nas zwycięża. Ktokolwiek jest, okrutną rzeź w zastępach zrobił,
Tylu wsławionych Troi bohaterów pobił. Może to i bóg jaki, gniewny o ofiary:
Gniewne bogi ciężkimi zwykły chłostać kary». — «Ajnejaszu! — rzekł Pandar — Ty wojska nadzieja! Wcale ten mąż podobny do syna Tydeja:
Tak z koni, tak z przyłbicy, tak sądzę z puklerza;
Lecz może i bóg postać wziął tego rycerza. A jeśli jest Diomed, od bogów ma wsparcie,
Bez nich by się nie miotał w boju tak zażarcie. Pewnie kto z nieśmiertelnych ukryty w obłoku
Zwraca strzały do jego wymierzone boku. Jużem grot nań wypuścił, kirys na nim przeszył,
Jużem ramię mu zranił, jużem się ucieszył,
Że odwiedzi Hadesa, lecz nie mogłem zwalić:
Jakiś mi bóg niechętny musiał go ocalić… Już grot mój Diomeda i Atrydę ruszył,
Dobył z nich krwi, lecz tylko bardziej ich rozjuszył. Złym ja wyrokiem zdjąłem te łuki ze ściany,
Kiedy od szlachetnego Hektora wezwany,
Powolny jego chęci, przyszedłem pod Troję.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia