Widząc, że z nieba upadł wąż pomiędzy szyki,
Zmieszały się niemało Trojan bojowniki:
Od Zeusa przesłana ta wieszczba straszliwa. Wtedy się do Hektora Polidam odzywa:
— «Bracie! Choć dobrze mówię, łajasz nieprzystojnie. Lecz prawy obywatel na radzie, na wojnie
Więcej zważa na prawdę niż na twoją władzę;
Co więc najlepszym sądzę, to ci szczerze radzę:
Nie myślmy, byśmy z Greki o nawy walczyli,
Zły skutek, jeżeli wieszczba mnie nie myli
Widziana, kiedy chcemy te rowy przeskoczyć. Jak orzeł, co dopiero dał się wojsku zoczyć,
Skrwawionego niosący w ostrych szponach węża,
Który zwycięzcę, w szyję raniwszy, zwycięża,
Nie doniósł go do gniazda na pokarm dla dzieci,
Ale, sam obrażony, próżen łupu leci:
Tak też i my, Trojanie, chociaż nasze ramię
Przezwycięży te mury i bramy wyłamie,
Choć przed nami uciekną Grecy zdjęci trwogą,
Od brzegu nie powrócim szczęśliwie tąż drogą;
Wielą naszych trupami ziemia się okryje,
Których, walcząc za nawy, mężny Grek pobije,
Tak by wieszcz każdy mówił, znaków nieba świadom,
A lud by był posłuszny dobrym jego radom». Spojrzawszy nań surowo, Hektor odpowiada:
— «Mogłeś lepiej pomyśleć, gniewa mnie twa rada. A jeśli szczerze czucia w tej otwierasz mowie,
Widzę, że ci już rozum odjęli bogowie. Ty chcesz, abym na słowa Zeusa niepomny,
Które stwierdził znakami niebios pan ogromny,
Powodował się raczej płochym ptaków lotem? Nic ja nie zważam na nie, gardzę ich obrotem,
Czyli na prawo lecą, tam gdzie słońce wschodzi,
Czyli na zachód lewy, skąd się ciemność rodzi. My słuchajmy Zeusa, on nas nie omyli,
Pod jego władzą niebo i ziemia się chyli. Jedna prawdziwa wieszczba: bić się za ojczyznę! Czemu się chronisz boju? Czemu drżysz na bliznę? Choć pod orężem Greków całe wojsko zginie,
Choć my wszyscy polegniem, ciebie śmierć ominie. Ty na niebezpieczeństwo nie znasz się narazić! Lecz gdy nie pójdziesz z nami albo będziesz kazić
Zwodniczą mową zapał, w którym z tych rycerzy,
Wnet ci tu raz śmiertelny mój oręż wymierzy». Rzekł i stanął na czele zastępom niezłomnym,
Idą za bohaterem z okrzykiem ogromnym. Kronid łaskaw swojego wsparcia im nie szczędzi,
Wzrusza wiatr: ten na nawy gęsty piasek pędzi,
Miękcząc umysły w Grekach, zapał ich ostudza,
A w Hektorze waleczność i Trojanach wzbudza,
W jego znakach i w męstwie mając zaufanie,
Silą się mur achajski przełamać Trojanie:
Już mocnymi drągami podważają wręby,
Już wierzchy wież wzruszają i ogromne dęby,
I przyciesie, na których mur Achajów leży,
Ufni, że wnet wyłamią otwór w środku wieży. Achaje przed gwałtownym bronią się napadem,
Pod mur idących — grotów obsypują gradem,
Wieże tarcz rzędem kryją; a tymczasem roty
Obiegając Ajasy, dodają ochoty… — «Zacne pierwszego rzędu rycerstwo! I takie,
Coś jest w drugim lub trzecim! Bo męstwo jednakie
Nie zapala nas wszystkich; stańmy teraz wszyscy! Znacie sami, jakiego nieszczęściaśmy bliscy. Nie uchodźcież przed groźbą Hektora nikczemnie,
Stawcie się, serca sobie dodając wzajemnie.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.